Abraxas: "Koło zatoczyło miarowy cykl"
rozmowa z Adamem Łassą, 18 września 2004
18 września 2004 – tego dnia w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie odbył się koncert zespołu, który od kilku lat występuje na scenie wyłącznie okazjonalnie. Miał to być koncert regionalny, lecz gdy dowiedzieli się o nim znający zespół dziennikarze zrobiło się o tej imprezie całkiem głośno. Piotr Kosiński z radiowej Trójki stwierdził nawet, że to największe wydarzenie miesiąca. Mowa oczywiście o koncercie Abraxasu, przy okazji którego udało mi się wymienić kilka zdań z wokalistą zespołu, Adamem Łassą.
Czy to już jest prawdziwy powrót Abraxas?
Adam Łassa: To by było za odważne stwierdzenie. Jest to przede wszystkim koncert. Nie jest to żadna deklaracja z naszej strony, że zespół powrócił i będzie grał nadal.
Na płycie projektu Assal & Zenn umieściliście krótką dyskografię, na końcu której znaleźć można pozycję opatrzoną znakiem zapytania i podpisem Abraxas. Kiedy można się spodziewać uzupełnienia tej luki w dyskografii?
Adam Łassa: Wiesz, wszystkie osoby, które nas znają i śledzą nasze produkcje wiedzą, że lubimy pewne skojarzenia, symbole i znaki. Jest to chyba moment, w którym chcemy ukryć prawdziwe przesłanki, potrzymać ludzi w niepewności, a może również nas samych.
Mówisz o skojarzeniach. Na pewno dla wielu osób, które widziały tą płytę, były one ciekawe, gdy przeczytały słowa "Cykl obraca się. Narodziny, dzieciństwo pełne duszy, uśmiechów niewinnych i zdrady...". Dlaczego zdecydowaliście się na umieszczenie motto pierwszej płyty Abraxas na tym wydawnictwie?
Adam Łassa: W pewnym sensie koło zatoczyło miarowy cykl od momentu, w którym założyliśmy Abraxas z Łukaszem (Święchem – przyp. td) i ruszyliśmy machinę do przodu. Po jakimś czasie doszło do czegoś pierwotnego. Zaczęliśmy od korzeni takie tworzenie bardzo kameralne, tworzenie od samego początku. Myślę, tez że nie uciekniemy od znaków, którymi się kierujemy, które są nam bliskie.
Przyznasz, że muzyka na tym krążku różni się od dorobku Abraxas. Skąd ta zmiana?
Adam Łassa: Tak, potwierdzam. Sprawa jest prosta. Assal & Zenn nie miał być kontynuacją tego, co robił wcześniej Abraxas. Źródła i inspiracje muzyczne są zbliżone, natomiast muzyka Abraxas zawsze była wypadkową tego, co siedzi z osobna w każdym z nas. Natomiast Assal & Zenn jest projektem przede wszystkim bardzo otwartym muzycznie. Słychać w tym brak ograniczeń. Staraliśmy się, aby to, co znajdzie się na tej płycie, było tworzone w duchu wolności, przyjemności, bez zamknięcia się na dźwięki i eksperymenty muzyczne. Przez co nie chcę oczywiście powiedzieć, że to, co powstało wcześniej na płytach Abraxas, jest zamknięte – może tylko bardziej ukierunkowane stylistycznie.
Mimo zmiany stylu Twoje teksty pozostały nadal charakterystyczne. Skąd bierzesz inspiracje do takiej tematyki oraz sposobu prezentacji tych treści?
Adam Łassa: Teksty zawsze były dla mnie sposobem na wyrażenie swych uczuć i emocji. Często kiedy o tym myślę, jestem szczęśliwy, że mogę to czynić nadal. Inspiracje czerpię właściwie z mojego życia i z tego, co obserwuję dookoła. Inspirują mnie różne sytuacje, odczucia moje i innych osób, bliższych czy dalszych. To jest cała tajemnica, tego skąd się to bierze. Fascynuje mnie również odkrywanie przemyśleń innych ludzi, które okazują się z czasem zbliżone do moich własnych. Poza tym, cała sfera pozazmysłowa, pozamaterialna, to wszystko, co jest w pewnym sensie nie odkrytą zagadką.
Powiedz czy Twoje fascynacje spirytyzmem, magią zostały kiedyś źle odczytane, niezrozumiane?
Adam Łassa: Tak, miałem takie sytuacje. Rzeczywiście moje teksty były chyba nie tak interpretowane, jaki był zamysł twórczy. Ujmę to w ten sposób. Z jednej strony jestem świadomy odpowiedzialności, jaką biorę na siebie pisząc takie teksty. Z drugiej strony zaś uważam, że każdy człowiek ma wolną wolę, ma swój rozum i posiada zdolność do tego, żeby przecedzić przez sito te ziarna, które go inspirują, a w pewnym sensie prowadzą go na ścieżkę filozofii życiowej. Myślę, że każdy bierze sam odpowiedzialność za swoje życie i za to, co potrafi wyczytać dosłownie, a co miedzy wierszami. Takie sytuacje dały mi wiele do myślenia. Natomiast trudno, żebym z tego powodu zaczął pisać wbrew sobie, albo zupełnie zmienił swój sposób widzenia pewnych rzeczy, bo nie potrafię tego zrobić. Mogę się jedynie wycofać z muzyki, z pisania tekstów. To jest jedyna rzecz, którą mogę zrobić, ale myślę, że nie o to chodzi.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że bardzo ważna jest dla Ciebie religia.
Adam Łassa: Tak, religia jest bardzo ważna. Myślę, ze dla każdego jakaś filozofia życiowa związana z rozumieniem pewnej prawdy czy przesłanek podanych przez jakąkolwiek religię jest bardzo istotna. Mówiąc o religii mam na myśli system zasad i reguł, według których ludzie żyją. Religia to dla mnie pewna duchowość. To świątynia, którą każdy w środku posiada i niekoniecznie odnosi się to do konkretnych reguł czy zasad, które zostały wyznaczone przez Kościół lub doktryny. Myślę tutaj o wewnętrznym spokoju i drodze, którą każdy, według własnego kodeksu stąpa.
Rozmowę zacząłem od pytania o powrót Abraxas. Czy mógłbyś jednak przypomnieć, w jakich okolicznościach doszło do rozpadu zespołu? Dlaczego do tego doszło?
Adam Łassa: Kiedyś tak zabawnie porównywałem to ze związkiem dwojga ludzi, gdzie w pewnym momencie nadchodzi taka chwila, w której ludzie nie mogą sobie już nic wzajemnie dać. Być może wtedy trzeba się rozstać, przemyśleć pewne rzeczy. Coś takiego zdarzyło się w Abraxas. Od kilku lat wychodzę z założenia, że nie należy w życiu robić nic na siłę. Myślę, ze dotknęliśmy takiego punktu, w którym trwanie zespołu mogłoby być sztuczną determinacją. Sądzę również, że aby być wiarygodnym i uczciwym wobec innych ludzi, to cały akt tworzenia musi się odbyć w duchu swobody, wolności i porozumienia. A mogłoby niestety być inaczej.
Gdy grupa się rozpadła, jej członkowie utworzyli własne projekty – powstał Xenn oraz Svann. Co Ty robiłeś w tym czasie?
Adam Łassa: Ja generalnie chciałem odpocząć od muzyki. Nic nie tworzyłem. Nie miałem takiej potrzeby.
Chciałbym jeszcze, abyś ocenił sytuację progresywnego, rockowego grania w naszym kraju.
Adam Łassa: Myślę, że na tą chwilę stałem się już chyba niekompetentną osobą, aby oceniać rynek progresywny w Polsce. Wiem, że powstało wiele interesujących, dobrych zespołów z dużym potencjałem i możliwościami. Nazw, przykro mi, ale nie jestem w stanie podać. Natomiast wiem, że pomimo ciszy medialnej wokół takiej muzyki gdzieś te inspiracje w ludziach siedzą, że ciągle pojawiają się nowe grupy. Super, że tak jest! Najistotniejsze jest to, żeby inspirując się jednocześnie znaleźć coś naprawdę swojego. Żeby nie było to tylko wierne odgrywanie, kopiowanie, lecz coś bardziej przemyślanego i jednocześnie niosącego ze sobą określony przekaz. Wówczas ludzie to docenią.
18 września 2004 – tego dnia w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie odbył się koncert zespołu, który od kilku lat występuje na scenie wyłącznie okazjonalnie. Miał to być koncert regionalny, lecz gdy dowiedzieli się o nim znający zespół dziennikarze zrobiło się o tej imprezie całkiem głośno. Piotr Kosiński z radiowej Trójki stwierdził nawet, że to największe wydarzenie miesiąca. Mowa oczywiście o koncercie Abraxasu, przy okazji którego udało mi się wymienić kilka zdań z wokalistą zespołu, Adamem Łassą.Czy to już jest prawdziwy powrót Abraxas?
Adam Łassa: To by było za odważne stwierdzenie. Jest to przede wszystkim koncert. Nie jest to żadna deklaracja z naszej strony, że zespół powrócił i będzie grał nadal.
Na płycie projektu Assal & Zenn umieściliście krótką dyskografię, na końcu której znaleźć można pozycję opatrzoną znakiem zapytania i podpisem Abraxas. Kiedy można się spodziewać uzupełnienia tej luki w dyskografii?
Adam Łassa: Wiesz, wszystkie osoby, które nas znają i śledzą nasze produkcje wiedzą, że lubimy pewne skojarzenia, symbole i znaki. Jest to chyba moment, w którym chcemy ukryć prawdziwe przesłanki, potrzymać ludzi w niepewności, a może również nas samych.
Mówisz o skojarzeniach. Na pewno dla wielu osób, które widziały tą płytę, były one ciekawe, gdy przeczytały słowa "Cykl obraca się. Narodziny, dzieciństwo pełne duszy, uśmiechów niewinnych i zdrady...". Dlaczego zdecydowaliście się na umieszczenie motto pierwszej płyty Abraxas na tym wydawnictwie?
Adam Łassa: W pewnym sensie koło zatoczyło miarowy cykl od momentu, w którym założyliśmy Abraxas z Łukaszem (Święchem – przyp. td) i ruszyliśmy machinę do przodu. Po jakimś czasie doszło do czegoś pierwotnego. Zaczęliśmy od korzeni takie tworzenie bardzo kameralne, tworzenie od samego początku. Myślę, tez że nie uciekniemy od znaków, którymi się kierujemy, które są nam bliskie.
Przyznasz, że muzyka na tym krążku różni się od dorobku Abraxas. Skąd ta zmiana?
Adam Łassa: Tak, potwierdzam. Sprawa jest prosta. Assal & Zenn nie miał być kontynuacją tego, co robił wcześniej Abraxas. Źródła i inspiracje muzyczne są zbliżone, natomiast muzyka Abraxas zawsze była wypadkową tego, co siedzi z osobna w każdym z nas. Natomiast Assal & Zenn jest projektem przede wszystkim bardzo otwartym muzycznie. Słychać w tym brak ograniczeń. Staraliśmy się, aby to, co znajdzie się na tej płycie, było tworzone w duchu wolności, przyjemności, bez zamknięcia się na dźwięki i eksperymenty muzyczne. Przez co nie chcę oczywiście powiedzieć, że to, co powstało wcześniej na płytach Abraxas, jest zamknięte – może tylko bardziej ukierunkowane stylistycznie.
Mimo zmiany stylu Twoje teksty pozostały nadal charakterystyczne. Skąd bierzesz inspiracje do takiej tematyki oraz sposobu prezentacji tych treści?
Adam Łassa: Teksty zawsze były dla mnie sposobem na wyrażenie swych uczuć i emocji. Często kiedy o tym myślę, jestem szczęśliwy, że mogę to czynić nadal. Inspiracje czerpię właściwie z mojego życia i z tego, co obserwuję dookoła. Inspirują mnie różne sytuacje, odczucia moje i innych osób, bliższych czy dalszych. To jest cała tajemnica, tego skąd się to bierze. Fascynuje mnie również odkrywanie przemyśleń innych ludzi, które okazują się z czasem zbliżone do moich własnych. Poza tym, cała sfera pozazmysłowa, pozamaterialna, to wszystko, co jest w pewnym sensie nie odkrytą zagadką.
Powiedz czy Twoje fascynacje spirytyzmem, magią zostały kiedyś źle odczytane, niezrozumiane?
Adam Łassa: Tak, miałem takie sytuacje. Rzeczywiście moje teksty były chyba nie tak interpretowane, jaki był zamysł twórczy. Ujmę to w ten sposób. Z jednej strony jestem świadomy odpowiedzialności, jaką biorę na siebie pisząc takie teksty. Z drugiej strony zaś uważam, że każdy człowiek ma wolną wolę, ma swój rozum i posiada zdolność do tego, żeby przecedzić przez sito te ziarna, które go inspirują, a w pewnym sensie prowadzą go na ścieżkę filozofii życiowej. Myślę, że każdy bierze sam odpowiedzialność za swoje życie i za to, co potrafi wyczytać dosłownie, a co miedzy wierszami. Takie sytuacje dały mi wiele do myślenia. Natomiast trudno, żebym z tego powodu zaczął pisać wbrew sobie, albo zupełnie zmienił swój sposób widzenia pewnych rzeczy, bo nie potrafię tego zrobić. Mogę się jedynie wycofać z muzyki, z pisania tekstów. To jest jedyna rzecz, którą mogę zrobić, ale myślę, że nie o to chodzi.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że bardzo ważna jest dla Ciebie religia.
Adam Łassa: Tak, religia jest bardzo ważna. Myślę, ze dla każdego jakaś filozofia życiowa związana z rozumieniem pewnej prawdy czy przesłanek podanych przez jakąkolwiek religię jest bardzo istotna. Mówiąc o religii mam na myśli system zasad i reguł, według których ludzie żyją. Religia to dla mnie pewna duchowość. To świątynia, którą każdy w środku posiada i niekoniecznie odnosi się to do konkretnych reguł czy zasad, które zostały wyznaczone przez Kościół lub doktryny. Myślę tutaj o wewnętrznym spokoju i drodze, którą każdy, według własnego kodeksu stąpa.
Rozmowę zacząłem od pytania o powrót Abraxas. Czy mógłbyś jednak przypomnieć, w jakich okolicznościach doszło do rozpadu zespołu? Dlaczego do tego doszło?
Adam Łassa: Kiedyś tak zabawnie porównywałem to ze związkiem dwojga ludzi, gdzie w pewnym momencie nadchodzi taka chwila, w której ludzie nie mogą sobie już nic wzajemnie dać. Być może wtedy trzeba się rozstać, przemyśleć pewne rzeczy. Coś takiego zdarzyło się w Abraxas. Od kilku lat wychodzę z założenia, że nie należy w życiu robić nic na siłę. Myślę, ze dotknęliśmy takiego punktu, w którym trwanie zespołu mogłoby być sztuczną determinacją. Sądzę również, że aby być wiarygodnym i uczciwym wobec innych ludzi, to cały akt tworzenia musi się odbyć w duchu swobody, wolności i porozumienia. A mogłoby niestety być inaczej.
Gdy grupa się rozpadła, jej członkowie utworzyli własne projekty – powstał Xenn oraz Svann. Co Ty robiłeś w tym czasie?
Adam Łassa: Ja generalnie chciałem odpocząć od muzyki. Nic nie tworzyłem. Nie miałem takiej potrzeby.
Chciałbym jeszcze, abyś ocenił sytuację progresywnego, rockowego grania w naszym kraju.
Adam Łassa: Myślę, że na tą chwilę stałem się już chyba niekompetentną osobą, aby oceniać rynek progresywny w Polsce. Wiem, że powstało wiele interesujących, dobrych zespołów z dużym potencjałem i możliwościami. Nazw, przykro mi, ale nie jestem w stanie podać. Natomiast wiem, że pomimo ciszy medialnej wokół takiej muzyki gdzieś te inspiracje w ludziach siedzą, że ciągle pojawiają się nowe grupy. Super, że tak jest! Najistotniejsze jest to, żeby inspirując się jednocześnie znaleźć coś naprawdę swojego. Żeby nie było to tylko wierne odgrywanie, kopiowanie, lecz coś bardziej przemyślanego i jednocześnie niosącego ze sobą określony przekaz. Wówczas ludzie to docenią.
Tadeusz Bisewski

