Vader: "Żyjemy w świecie umarłym"

rozmowa z Piotrem ‘Peterem’ Wiwczarkiem, wrzesień 2009

Wylewne i mocne w słowach wypowiedzi Petera stawiają diagnozę czasów obecnych i wspominają epokę sprzed ćwierć wieku, kiedy to zespół Vader stawiał pierwsze kroki, czy raczej grał pierwsze dźwięki… Od miesiąca dostępny jest nowy krążek Vadera pt. Necropolis, który – przynajmniej dla Twórcy – stanowi refleksję nad zmianami, jakie nastąpiły w trakcie jego kariery.

Proponuję rozpocząć rozmowę od krótkiego podsumowania dotychczasowej kariery zespołu Vader. Jak wspominasz początki Waszego grania? Czy coś w ogóle pamiętasz jeszcze z tamtych lat?

Wiele pamiętam z tamtego okresu, ponieważ wtedy jeszcze moja pamięć była sprawniejsza. Były to czasy totalnej walki z wieloma przeciwnościami – począwszy od kwestii instrumentów, a skończywszy na miejscu do grania. Wszelkie sceny większe, czy nawet mniejsze kluby były praktycznie dla nas zamknięte. Pierwszymi imprezami, które się odbyły, pierwszymi scenami, które się dla nas otworzyły, to były kluby studenckie. Poza tym próbowaliśmy grać wszędzie, gdzie tylko można się było dopchać, począwszy od imprezy w jakimś Liceum, z okazji zakończenia roku, a skończywszy na piknikach motocyklowych. Nie było łatwo, ale było fajnie pod tym względem, że widziało się na każdym kroku pasję i to zarówno tych, którzy tworzyli muzykę, jak tych, którzy jej słuchali. Nie było wówczas przeszkód nie do przebycia. Jeżeli na jakiś koncert kolegów trzeba było jechać przez całą Polskę, to się wsiadało w pociąg, grupą pięćdziesięcioosobową i się po prostu jechało. Tamte czasy były absolutnie inne. Było trudniej w sensie bardziej technicznym, natomiast ludzie byli troszeczkę lepsi niż dzisiaj, podchodzili do siebie z większą życzliwością. Podejrzewam, że gdyby świat muzyki metalowej był wówczas taki jak dzisiaj, to nie wiem czy cokolwiek udałoby się stworzyć. Dzisiaj jest zbyt dużo jakiejś takiej konkurencji pomiędzy zespołami, również pomiędzy fanami – co najgorsze!

Gdybyś wtedy, decydując się na granie, miał obecny bagaż doświadczeń, to czy zdecydowałbyś się na taką samą ścieżkę kariery…?

Owszem, to nie jest łatwe życie, bo to jest życie ciągle poza domem. Ale ja byłem człowiekiem głodnym odkrywania różnych miejsc, odkrywania ludzi, poznawania czegoś nowego i to się właśnie w ten sposób połączyło z pasją do muzyki. Oczywiście nie myślałem, że stanę się profesjonalnym muzykiem, ale skoro marzenia stały się jawą, to mogę się tylko cieszyć i starać się zasłużyć na rolę przedstawiciela polskiej muzyki metalowej na świecie.

Wielu niszowych artystów – to dotyczy nie tylko metalu, ale również jazzu, czy eksperymentów elektronicznych – wypełnia sale koncertowe co do ostatniego miejsca, a w mediach nic o nich nie słychać. Co może być tego przyczyną, czy niechęć istnieje ze strony mediów, czy może niezależni artyści są względem ich nieufni?


Ja to znam z autopsji. Jeśli istnieje jakaś niechęć do mediów, to po prostu media sobie na to zasłużyły. My też nauczyliśmy się żyć poniekąd równolegle, niezależnie od tego, co przedstawia sobą biznes muzyczny w naszym kraju i podejrzewam, że tylko dzięki temu istniejemy. Niestety Polska jest dramatem w kwestii otwartości mediów na szeroko pojętą kulturę. W porównaniu z tak zwaną złą komuną, może czasy się zmieniły, ale chyba ludzie nie, skoro nadal media otwierają drzwi jedynie „tym jedynym właściwym”. Problem polega również na tym, że ludzie nauczyli się żyć bardzo konsumpcyjnie i kupować wszystko, co ładnie pachnie i ładnie wygląda i najlepiej jak jest sprzedawane w telewizji. To świadczy nie za dobrze o naszej społeczności, o tym, że jakoś nie bardzo chcemy sięgnąć głębiej i być sobą i spróbować czegoś lepszego.

I do tego dodać chyba należy coraz bardziej popularne próby bojkotowania koncertów. Ile razy w życiu zostałeś publicznie posądzony o satanizm? Liczyłeś?

Przestałem liczyć, bo też przestałem się tym przejmować. Powiedzieć muszę również, że gdyby wszyscy w tym kraju byli na tyle mądrzy, aby po prostu ignorować idiotów, to na pewno nie mielibyśmy żadnych panów Nowaków. Nie wiem dlaczego człowiekiem, który nie ma absolutnie żadnego prawa do takich ruchów i do oszczerstw tego rodzaju, dlaczego traktuje się go tak poważnie, a niektóre środowiska się go wręcz boją!? Stąd odwoływane koncerty. Oczywiście nigdy się tego nie mówi bezpośrednio. Zawsze znajdzie się jakiś inny powód. Na przykład Straż Pożarna nagle stwierdzi, że jakieś przejście przeciwpożarowe nie odpowiada standardom. Już drugi raz mieliśmy taką historię w Opolu. Nie wiem kto rządzi w tym mieście, ale na pewno są to strasznie przestraszeni ludzie, którzy się boją ognia Inkwizycji. Więc po raz kolejny znalazł się powód, żeby odwołać koncert Vadera w tym mieście. Dla mnie pan Nowak to jest kliniczny przykład psychiatrii i powinien trafić w takie rejony, a nie próbować politykować, a nawet straszyć ludzi.

Niedawno odbyła się premiera nowego krążka zatytułowanego Necropolis. Co mógłbyś nam opowiedzieć o tytule płyty, jaki całym wydawnictwie?

Na tym polega cała sztuka pod nazwą Vader i to jest właśnie w niej piękne, że pozostawia bardzo wiele dla wyobraźni, dla własnej interpretacji. Ja to zresztą powtarzam wielokrotnie, ale jest to dobry przykład. Jesteśmy bardziej książką, która pozwala stworzyć obrazy w głowie, niż filmem, który obrazy narzuca. Natomiast co do tytułu, początkowo krążek miał nazywać się Book Of The Dead. Jeśli chodzi o emocjonalne nastawienie, to jest ono jednak niemal takie samo. Chodziło mi bowiem o „inny świat”, o świat umarły. Jest to nawiązanie do świata, o którym przed chwilą mówiłem, o czasach w których zaczynałem, kiedy ludzie były zupełnie inni, kiedy się ze sobą kontaktowali, żyli. A świat dzisiejszy, to ludzie-zombie, bez serca, bez duszy, którzy kontaktują się tylko elektronicznie, szkalują się, nie znają się, alienują się, żyją właśnie w takim świecie umarłym – stąd Necropolis. Jednocześnie pojawia się temat „żywych-umarłych”, a raczej „nie-umarłych”. To trudno przetłumaczyć dosłownie z angielskiego wyrażenia „undead”. Mam na myśli nostalgię moją, jako twórcy, i te wszystkie emocje, które wyrzuciłem pomiędzy dźwięki. Tutaj chęć powrotu tego starego świata jest wyraźna.

Na koniec powiedz jeszcze w jakim składzie została płyta nagrana?

Nagrana została praktycznie tak samo, jak wszystkie materiały od 1989 roku, czyli nagrywałem ją ja i perkusista, w tym przypadku był to Paweł (Jaroszewicz – przyp. td). W tym miejscu duży ukłon dla niego, bowiem jest to człowiek o najmniejszym stażu w zespole, ale jednocześnie wielkim sercu do grania. Zresztą dostał się on do zespołu pokonując na przesłuchaniach ludzi o znacznie większym doświadczeniu, więc już to o czymś świadczy. Tak więc Paweł otrzymywał ode mnie schemat utworu, tak jak zawsze to było w historii pracy twórczej zespołu Vader. Wówczas miał on okazję do zaaranżowania bębnów na płytę. Zatem z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pracowaliśmy równie ciężko.

No tak, ale w trakcie koncertów potrzeba jest jeszcze pomoc. Kto wówczas jeszcze dołącza do zespołu?

W składzie jest obecnie Reyash, jest to basista. Weteran, który dołączył do nas w zeszłym roku. Debiutował na Przystanku Woodstock. To też była ciekawa sprawa. Było tam 200 tysięcy ludzi, a on nie zagrał z nami wcześniej żadnej próby. Troszeczkę stresu było, ale poradził sobie, a jak sobie poradził z tym, to sobie poradzi ze wszystkim. No i oczywiście Wacek „Vogg” z Decapitated, to już jest talent na skalę światową. Zespół ten należy do ścisłej czołówki tego, co wyszło interesującego z naszego kraju. Przykra sprawa po wypadku, mam nadzieję, że grupa wróci na scenę. Zresztą razem z kolegami  z innych zespołów staramy się pomóc wokaliście w powrocie do zdrowia, grając koncerty i pomagając mu finansowo, bowiem przechodzi on kosztowną rekonwalescencje. I przyjdzie taki czas pewnie, kiedy Wacek wróci na dobre do swojego zespołu, kiedy może nawet będziemy musieli się rozstać. Póki co cieszę się, że stoimy razem na scenie.  

rozmawiała Barbara Jackiewicz

Rozmowa z anteny Radia Fabryka.




[ Wróć ]