The Wall [1979]

Dwupłytowe wydawnictwo jest trzecim (obok The Dark Side Of The Moon oraz Wish You Were Here) najważniejszym dziełem Pink Floyd. Mamy tu do czynienia z rozbudowaną, wielowątkową koncepcją przedstawiającą życie człowieka w okrutnym, otaczającym go świecie. Każde przeżycie jest cegła w jego osobistym murze. Trzy części utworu Another Brick In The Wall przedstawiają najważniejsze wydarzenia z życia Pinka - bohatera płyty, a kilka lat później również filmu, którego scenariusz oparto utworach z The Wall. W części pierwszej dowiadujemy się o śmierci ojca na wojnie, co stało się życiową tragedią młodzieńca (jest to motyw autobiograficzny Rogera). Część druga (najbardziej znana) to trudne przeżycia szkolne. Trzecia zaś opowiada o tragicznej miłości. Mur zbudowany ze złych doświadczeń zaczyna przerastać Pinka. Owszem, jest on osłoną przed okropnym światem zewnętrznym, lecz zbudowany z tak tragicznych wspomnień zaczyna go ograniczać, co jest przyczyną bólu.

Ta smutna historia jest piękna w swoim tragizmie, przez co zachwyca bez reszty. Wartych wyróżnienia jest kilka kompozycji. Comfortable Numb przede wszystkim za cudowną finałową partię solowej gitary Davida Gilmoura. The Trial za pozostające na zawsze w głowie motywy operowe autorstwa znanego kompozytora Boba Ezrina i genialny wokal Rogera naśladujący kilka postaci. No i wspomniany już Another Brick In The Wall, part 2 chociażby za sukces komercyjny (jedyny w historii grupy singiel, który trafił na pierwsze miejsce billboardu).

Płytę ozdobiła efektowna trasa koncertowa (niestety ostatnia w historii pełnego składu grupy). Na koncertach budowano kilkunastometrowy mur, który w połowie przedstawienia szczelnie odgradzał muzyków od widowni. Publiczność była zdezorientowana do tego stopnia, że gdy podczas pierwszego koncertu zapaliła się górna część dekoracji, ludzie uznali to za cześć widowiska i spokojnie wpatrywali się w pożar i gaszącą go ekipę techniczną.

Jak narodził się cały pomysł, Roger wyjaśnia następująco: "To było w lipcu 1977 roku po koncercie Pink Floyd na Stadionie Olimpijskim w Montrealu. Podczas tego występu publiczność robiła tyle hałasu, że straciłem panowanie nad sobą. W pewnej chwili pochyliłem się w stronę faceta, który próbował wdrapać się na estradę i plunąłem mu w twarz. Schodziłem ze sceny zawstydzony swoim okropnym zachowaniem i przygnębiony. A granie wielkich, stadionowych koncertów jako doświadczenie alienujące od publiczności wydało mi się czymś bezsensownym. To wtedy w wyobraźni pojawił się obraz muru, rzeczywistego, fizycznego muru, odgradzającego mnie od słuchaczy. I właśnie od tej wizji wszystko się zaczęło". Innym pomysłem na podkreślenie odległości dzielącej muzyków od publiczności było założenie przez muzyków sesyjnych masek przypominających twarze członków zespołu. Ludzie oglądający występ z dalszej odległości myśleli, że widzą Pink Floyd, gdy ci podczas pierwszego numeru byli schowani za sceną.


[ Wróć ]