Kult (Wrocław 2009)

29 października, Wrocław, Hala WFF

Kolejna zima, a śniegu ni ma,
Jesień nareszcie, a Kult w naszym mieście.

Cóż nowego można napisać o koncercie zespołu, który występuje w każdym największym polskim mieście przynajmniej dwa razy w roku (majowe juwenalia, październikowa, pomarańczowa trasa). Tym razem jednak było nieco inaczej, przez wzgląd na, jak łatwo się domyślić, nową płytę, a co za tym idzie nowy koncertowy repertuar. Ma to oczywiście swoje ewidentne plusy i minusy, szczególnie jeśli chodzi o taki zespół jak Kult.

Wszak z napisanych przez Kazika piosenek można by stworzyć co najmniej kilkanaście całkowicie różnych koncertów! A jednak od lat zmienia się niewiele. W tym względzie Kazik jest betonowy niczym leśne dziadki z PZPN, repertuar zmienia niechętnie i chyba wiadomo dlaczego – ale o tym za moment.  Czasem wszak jakąś społeczną (forumową) akcją, uda się wymusić jakieś piosenki – tak było choćby z zapomnianą Kastą Pianistą (która notabene już z repertuaru wypaść zdążyła). Z czego wynika niechęć do zmian? Jakkolwiek źle, niegrzecznie i smutno to zabrzmi – ze starości. Koncert wrocławski pokazał dobitnie, że pamięć już nie ta – Kazik część piosenek ewidentnie śpiewał z kartki i nawet się z tym nie krył. Co gorsza jednak – w wielu piosenkach mylił teksty, śpiewał za szybko lub za wolno, nie wchodził w rytm. I o ile można się przyzwyczaić do tradycyjnych już błędów w Gdy nie ma dzieci to mylenie refrenów w Sowietach, czy Komu bije dzwon jest już karygodne. A za zmaltretowanie Jeśli zechcesz odejść powinien zwrócić nam pieniądze za bilety! Na forum od razu pojawiły się sugestie jakoby Kazelot był podczas koncertu „dziabnięty” (a mówiąc innymi słowy „Staszewski Kazimierz, artysta profesjonalny, w godzinach pracy wyszedł na scenę w stanie upojenia alkoholowego”), ale to zapewne złośliwości „kurew niemytych” (tak Kazik nie omieszkał nazwać forumowiczów, którzy ściągnęli nową płytę przed premierą). No i tu dochodzimy do sedna – czysto muzycznych atrakcji – i pytania jakie zadawali sobie fani – czy nowe piosenki odnajdą się na koncertach i ile z nich zostanie w repertuarze. A także ile starych osłuchanych już piosenek wypadnie. I tu można mieć kilka zastrzeżeń.

Z nowych utworów pojawiły się Maria ma syna, Marysia, Podejdź tu proszę, Karinga, Idiota stąd, My chcemy trzymać w garści świat i To nie jest dom z moich snów. Nie było niestety Amnezji, która była moim faworytem. I to jedyna negatywna niespodzianka – chociaż My chcemy trzymać w garści świat z takim koncertowym potencjałem można było wykorzystać dużo lepiej. Pozostałe utwory bez rewelacji, ale jak to mawia gimnazjalne pokolenie, które miało najliczniejszą reprezentację na koncercie „dają radę”. Z piosenek które wypadły zabrakło mi przede wszystkim Czarnych Słońc, Lipcowego Poranka i Totalnej Stabilizacji. Szkoda szczególnie tego ostatniego utworu, który bardzo lubił śpiewać Grudziński. Pozostałe utwory bez niespodzianek (może poza niesłyszanym dawno Komu Bije Dzwon), a standardowe bisy są już po prostu śmieszne. Rozumiem jednak, że trzeba schlebiać gustom tych, co cały koncert drą się "Polska!!" jakby zapominali, że Kult nagrał jeszcze kilka innych piosenek. No ale za to może i ja doczekam się kiedyś zadośćuczynienia bo zwykle skanduję 12 groszy i Krzesło Łaski, a jeszcze nigdy tego nie zagrali…

Reasumując – forma Kazika daleka od ideału, ale warto wspomnieć jeszcze o dwóch wydarzeniach. Niezłe wykonanie Angelo Jacopucciego, w który wpleciono kilkuminutową solówkę perkusyjną Tomka Goehsa, chociaż ostatnio odwiedziłem Festiwal Perkusyjny i jednak mnie to porwać nie mogło. Po drugie zaś – do zespołu wrócił Banan („kto dobrze wie, nie musi pytać nic”)! A przynajmniej tak zapowiedziano przed koncertem pokazując publiczności, prawdziwego żółtego banana. Chyba niepotrzebna kpina, bo gdyby zrobił to jeszcze grający wcześniej Zacier, to przynajmniej konwencja byłaby zachowana, a takie naigrywanie się z Banasika było trochę niesmaczne.

Jakub „Invictus” Walczak

| More



[ Wróć ]