Glenn Hughes (Wrocław 2009)

17 października, Wrocław, klub Firlej

Glenn Hughes podbił Wrocław. Niezwykła osobowość, jeszcze niezwyklejszy głos i piękny kameralny koncert dla garstki wiernych słuchaczy.  W sobotni wieczór we wrocławskim Firleju dało się czuć podniosłą atmosferę muzycznego święta.

Okrzyknięty „głosem rocka”, ulubiony biały wokalista Steviego Wondera, urodził się w Anglii i tam zaczynał swoją karierę. Już w 1973 roku (na długo przed narodzinami większej części wrocławskiej publiki – o czym nie omieszkał wspomnieć podczas śpiewania) dołączył do jednej z najważniejszych grup w historii rocka – Deep Purple. Jak powiedziała po koncercie jedna z fanek „słuchając go miałam wrażenie, że zaraz zacznie tym głosem śpiewać Child In Time”. W późniejszym okresie śpiewał także w Black Sabbath i Steventh Star. Współpracował z wieloma cenionymi muzykami. Doświadczenie zbierane przez lata procentuje dziś, choć może nie jest już pierwszej młodości to jednak głosu, aparycji i werwy może mu pozazdrościć większość młodych śpiewaków.

Glenn Hughes zdobył serca słuchaczy nie tylko swoim głosem, ale przede wszystkim chyba świetną interakcją w publicznością. Między piosenkami zagadywał, opowiadał anegdotki, pozdrawiał fanów, cieszył się wraz z nimi i co chwilę powtarzał jaki to piękny, choć kameralny koncert i kochana publika.

Wprowadzał niesamowitą atmosferę, czarował głosem, wydobywał niedostępne innym dźwięki, skakał po tonacjach i skalach, wibrował i skrzeczał, a wszystko to w duchu starego dobrego heavy rocka.  Glenn dawno już nie brzmiał tak dobrze, nie śpiewał z taką klasą, gracją i pasją.

Glenn nie tylko miał świetny kontakt z publicznością, mamił ją śpiewem i rozmowami, ale zachwalał cały Festiwal Perkusyjny – dzień później miał bowiem zaśpiewać jeszcze w Opolu – w krótkich dosadnych słowach sprawił, że 2/3 publiczności obiecało zjawić się tam również! Co więcej, Hughes nie zapomniał pozdrowić największych fanów z pierwszego rzędu, którzy jeżdżą za nim po całym świecie! Często nie mając za co, nie mając gdzie spać i co jeść. To się nazywa miłość.

Słowo to pojawiało się w ustach Glenna dość często. Co rusz upewniał wszystkich że są najlepszą publicznością dla jakiej przyszło mu śpiewać – zadedykował im również ostatni kawałek – powtarzając „i love you so much people”.  Było pięknie, wzruszająco i wręcz patetycznie. Muzyk też wyglądał na wzruszonego i obiecał prędko tu wrócić. Może już za rok na kolejnej edycji Eventus Drum Festu? Żaden inny muzyk nie stworzył tak wyróżniającego się stylu zawierającego najlepsze elementy hard rocka, soulu i funka. Będziemy więc czekać z niecierpliwością!


Jakub Walczak

| More



[ Wróć ]