Kazik Na Żywo (Warszawa 2009)

21 kwietnia 2009, Warszawa, klub Palladium

Przed dwoma miesiącami w toruńskim klubie o znaczącej w tym przypadku nazwie "Od nowa" wystąpili po raz pierwszy po długiej przerwie. Nie kojarzę podobnego comeback'u w ostatnich latach. Kluby, które od tamtego wieczoru formacja odwiedza, wypełniają się do granic możliwości, bilety sprzedają się w kilka dni (z tego powodu, mimo wysokiej ceny, w Warszawie odbyły się dwa koncerty), a fani nie mogąc się doczekać występu w swoim mieście, dojeżdżają z najdalszych zakątków Polski.

Jakoś łatwiej jest opowiadać w superlatywach o tych formacjach, które już nie tworzą i nie występują - małe jest wtedy prawdopodobieństwo, że to co powiemy okaże się nieprawdziwe. W ten sposób niektóre zespoły obrastają w legendę właśnie dlatego, że przerwały działalność. Do konfrontacji dochodzi, gdy grupa postanawia powrócić - z tej sytuacji zwycięsko wychodzą tylko najlepsi. Nikt oczywiście nie wątpił, że KNŻ do tego grona należy, bo czy Kazik kiedykolwiek zawiódł!?

< W tym miejscu powinno nastąpić studium przypadków, w którym skarciłbym Armię, za to jak dobijają swoją Legendę, opieprzyłbym Kobranockę za to co odwalili z firmą Owsiaka na zeszłoroczne walentynki, ale pochwalić mógłbym ciche powroty Abraxasu sprzed kilku lat i popro-rockować trochę na temat Illusion, czy też tego jak zbuntowane nastolatki zaszaleją za kilka lat, gdy na scenę powróci Pidżama Porno, ale to chyba nie miejsce na takie rozmyślanie, miało być o Kaziku Na Żywo... >

W warszawskim Palladium nie zabrakło niczego, a może i nawet było za dużo - niepotrzebny zupełnie był nowohucki support WU-HAE, który no mówiąc szczerze, jest ogólnie nie najwyższych lotów, zaś na żywo wypada naprawdę biednie. Całe szczęście po tym występie techniczni szybko się uwinęli, aby zgodnie z planem, o godzinie 20:00 na scenie pojawił się dream-team w składzie: Kazik, Litza, Burza, Kwiatek, Goehs. Ci niemłodzi już panowie wytrzymali na scenie dwie godziny, łącznie z naprawdę mocnym bisem (5 utworów). Usłyszeliśmy wszystkie najważniejsze utwory tego składu, w tym oczywiście Legendę ludową, Las Maquinas, California ponad wszystko, Przy słowie. Bardzo udanym punktem występu było Krzesło łaski, wyśpiewane przez Kazika z krzesła (raczej dla odpoczynku, chociaż zbieżność z utworem musiała być zaplanowana), patetyczna aranżacja doprawiła i tak już słusznie mocny tekst. Przyjemnie było posłuchać poczciwego Spalam się, pobujać się przy I Am On the Top, poskakać (co niektórzy) przy Tacie dilera. Grają to, co grać powinni i właściwie całą relację mógłbym ograniczyć do spisu utworów i informacji, że na wykonaniu się nie zawiodłem - bo przecież wiadomo czego można się spodziewać po Kaziku Na Żywo.

Zespół zapowiedział jeden koncert w miesiącu, za każdym razem w innym mieście. Wprawdzie w praktyce grają odrobinę częściej, to jednak nie wiadomo jak długo to potrwa i czy zdążą odwiedzić Twoje miasto. Radzę zatem nie czekać. Kazik Na Żywo to sama przyjemność, to kojące uczucie, że jest się we właściwym miejscu, wśród właściwych ludzi o dobrych intencjach (że w ogóle są jeszcze "właściwi ludzie"!). Ten wibrujący ogrom dźwięków i energii, ta szczerość wyrazu. Kazik od lat pilnuje, abyśmy tak całkiem nie zgłupieli, abyśmy nie dali się zaślepić, aby docierał do nas właściwy obraz tego wszystkiego, z czym na co dzień przecież się spotykamy. A najmocniejsza formę ta działalność przybrała w takiej właśnie postaci: Kazik Na Żywo.

Tadeusz Bisewski

| More


[ Wróć ]