Alice Cooper - Along Came A Spider



Fakt, że przeciętny śmiertelnik mniej lub bardziej kojarzy postać Alice Coopera, jest zasługą wydanego w 1989 roku albumu Trash, który zawierał legendarny dziś i chętnie coverowany nawet przez formacje zgoła taneczne kawałek Poison. Wszyscy pamiętamy kilka wersji puszczanego w późnych godzinach nocnych teledysku, które różniły się od siebie stopniem roznegliżowania występujących w nim tancerek. 41-letni już wówczas wokalista, urodzony jako Vincent Damon Furnier, doskonale wpasował się w klimat przełomu lat 80 i 90, od młodszych kolegów zapożyczając szczyptę hair metalu do swojej osobliwej mieszanki glam rocka, tradycyjnego heavy metalu i filmu grozy klasy „Ż”.

Mało kto natomiast orientuje się, że ów wysmarowany czarnym mazidłem pan w skórzanych portkach wydał od 1969 roku niezliczoną ilość różnego rodzaju „the bestów” i koncertówek oraz 25 pełnoprawnych albumów, a co więcej- ostatni z nich ukazał się nie dalej, jak latem zeszłego roku. Choć może wydawać się to niemożliwe, Alice Cooper wciąż żyje i ma się dobrze.

Jego ostatnia płyta, Along Came A Spider, nawiązuje do niezwykle rozpowszechnionej od bodajże 15 lat mody na seryjnych morderców. Wokalista kreuje i sam wciela się w postać jednego z nich: maniaka, kolekcjonującego damskie kończyny dolne, aby następnie skonstruować przy ich pomocy monstrum o jednym ciele i ośmiu nogach. Cały album jest skomponowany jako spójna całość, przypominająca film, który odsłania fiksacje głównego bohatera. Rozpoczyna się Prologiem, przechodzącym płynnie w wesoły kawałek I Know Where You Live. Przyjemny kobiecy głos na wstępie informuje nas, że odkryto pamiętniki seryjnego mordercy, po czym już mniej przyjemny, ale znany i lubiany męski głos przy akompaniamencie gitarowych riffów informuje każdego z odbiorców z osobna, że wie, gdzie wszyscy mieszkamy. Całość oscyluje pomiędzy „mroczniejszymi” kawałkami, w których podmiot liryczny odgraża się zemstą na bliżej nieokreślonym wrogu zbiorowym (Vengeance Is Mine), swawolnymi melodyjkami o kobietach, zwłaszcza tych martwych (Wrapped In Silk, The One That Got Away, I’m Hungry) i lirycznymi wyznaniami opętanego obsesją zbrodniarza (Salvation). Znajdzie się nawet miejsce na całkiem normalny w swej wymowie sentymentalny Killed By Love. Płytę zamyka przechodzący znów w Epilogue kawałek I Am The Spider. Wszystko to przesycone jest absolutnym brakiem powagi i niespożytą energią – chciałoby się powiedzieć dziadka-Coopera.

Alice Cooper jawi się jako ktoś w rodzaju Szalonego Kapelusznika, nigdy nie nudzącego siebie - a co najważniejsze, odbiorcy - własnymi starymi psikusami. Chociaż muzycznie Along Came A Spider daleko do jakiegokolwiek odkrycia, to biorąc pod uwagę, że jego autorowi równie daleko do tego typu ambicji, jest to smakowity kąsek, w sam raz na korki uliczne, deszczowe lato i tym podobne sytuacje.

Aleksandra Molak

| More



[ Wróć ]