L.U.C. - Planet LUC


Muzyka, film, grafika i literatura... I wszystko to w ramach jednego projektu. L.U.C po raz kolejny zaskakuje i intryguje, wychodzi na przekór nudnemu, przewidywalnemu muzycznemu showbiznesowi i prezentuje dzieło na polskiej scenie wyjątkowe. Nowoczesne, odważne i ze wszech miar oryginalne.
Jeśli mam być szczery, nie wiem od czego zacząć tę recenzję. Opisywanie poprzednich płyt L.U.C było łatwe - wystarczyło napisać parę zdań o muzyce, zwrócić uwagę na interesującą warstwę tekstową, pozachwycać się trochę całością, a na koniec docenić oryginalny, dopracowany sposób wydania albumu. Zarówno "Haelucenogenoklektyzm" jak i wydana wraz z Rahimem "Homoxymoronomatura", choć wyjątkowo dobre, a momentami wręcz doskonałe, były jednak zwykłymi (jasne, było w tym trochę dodatkowej ideologii, ale w muzyce takie rzeczy zdarzały się już niejednokrotnie) muzycznymi albumami, które opisałem w zwykłych, może jedynie nieco dłuższych niż zazwyczaj, recenzjach.
W przypadku "Planet LUC" tak prosto i łatwo już nie jest. Bo "Planet LUC" nie jest albumem w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. To zakrojony na szeroką skalę projekt, obejmujący cztery dziedziny sztuki: muzykę, film, literaturę i grafikę. I jak tu w tych kilku tysiącach znaków oddać jego ogrom, jak właściwie docenić niezwykły pomysł i zaangażowanie LUC, co napisać, by choć w części sprostać wyzwaniu, jakim jest zrecenzowanie "Planety LUC"? Pozwólcie, że zacznę od początku.
Pierwszą rzeczą jaką dostrzegamy jest fenomenalne wręcz wydanie albumu. Książeczka, stylizowana na serię "Poczytaj mi mamo" (tutaj mamy "Porymuj mi Lucu"), składa się z sześćdziesięciu bogato ilustrowanych (grafika) stron. Obok tekstów do każdego utworu znalazło się w niej również ponad trzydziestostronicowe, absurdalne, przesycone charakterystycznym poczuciem humoru Luca opowiadanie (literatura). W środku znajdziemy też dwie płyty - z warstwą muzyczną i filmową, będącymi dwoma ostatnimi dziedzinami sztuki zaprezentowanymi na Planecie LUC. Pierwsze słowo jakie przychodzi do głowy to krótkie, ale wiele wyrażające "wow". I w chwilę później pojawiają się pytania: taki album w Polsce? Kto odważył się w naszym smutnym kraju coś takiego wydać? Czy to się w ogóle opłaca? Na to ostatnie pytanie odpowiedź znajdujemy w opowiadaniu Luca: "Wkręcam sobie jakąś historię, której całkowicie się oddaję. Stan ten jest oczywiście całkowicie nieopłacalny. Po pierwsze pomysły te są zazwyczaj niebiznesowe, jak np. ten projekt, który chyba nigdy mi się nie zwróci (przynajmniej jest pionierski)". Tym większe słowa uznania Lucowi się należą. Odwagę i pasję, z którymi realizowany był ten projekt, słychać/widać/czuć na każdym kroku. Jest w tym wszystkim luz, swoboda, radość, zabawa słowami, dźwiękami, obrazami...
Dzięki niebanalności Planety LUC, obcowanie z nią staje się prawdziwą przygodą. Powiedzmy, że usiedliśmy już wygodnie w fotelu, założyliśmy słuchawki na uszy, wzięliśmy książeczkę do ręki i, śledząc teksty, uważnie wysłuchaliśmy całości. I jeszcze raz. I jeszcze. I tak kilka, kilkanaście razy. Pora na kolejny album? Zaraz, zaraz... to przecież dopiero początek! A co z trwającym godzinę filmem o intrygującym tytyle "Odpowiedzi, na które nie ma pytań"? Co z opowiadaniem? Nie tak szybko, moi drodzy... do odkrycia pozostało jeszcze sporo. Czy nie jest to doprawdy fascynujące? Dla mnie to jedna z największych zalet Planety LUC - prawdziwe zapoznanie się z całością projektu, poznanie wszystkich jego tajemnic, dotarcie do największych zakamarków to zabawa na wiele, wiele godzin. Na ostatniej stronie książeczki znajdujemy "Dyplom za zajęcie miejsca wśród honorowych posiadaczy oryginałów" i wyjaśnienie, że "ten wzniosły czyn jest pierwszym krokiem do pokonania sowieckiej mentalności narodu". Każdy oczywiście postępuje według własnych zasad, ale w przypadku tego akurat albumu ściągnięcie mp3 byłoby posunięciem co najmniej dziwnym. Planeta LUC bowiem, jak już kilkakrotnie zaznaczyłem, to coś więcej niż tylko muzyka. To także płyta z filmem, opowiadanie, rewelacyjnie wydana książeczka - wszystko to tworzy spójną, nie dającą się rozdzielić całość. Ściągając album z sieci, nie dostaniesz Planety LUC, dostaniesz jedynie jakąś jej namiastkę, jedną czwartą projektu. Chyba więc lepiej odżałować raz te parę złotych (czterdzieści to nawet nie są dwie duże pizze, prawda?), docenić tym samym wyjątkowe na polskiej scenie dzieło, a jednocześnie zapewnić sobie wiele godzin czystej, nie skrępowanej niczym radości, jaka płynie z odkrywania nowej Planety?
LUC zdążył wypracować już swój własny, trudny do podrobienia styl, z którego na nowym albumie nie rezygnuje. Muzycznej rewolucji spodziewać się nie należy, "Planet LUC" to logiczna i naturalna kontynuacja drogi obranej na dwóch poprzednich solowych płytach Luca, choć chyba jeszcze więcej niż wcześniej jest tutaj wpadających w ucho melodii - w pamięci na długo zostają przede wszystkim rewelacyjne "Remont na arteriach mojego życia" (możecie kojarzyć ten kawałek z teledysku, który na youtube'ie pojawił się już dobrych kilkanaście miesięcy temu) oraz wieńczące album "Happy End And Up Happy Hands", którego ociekający optymizmem fragment "happy happy end and up happy hands" będziecie nucić jeszcze długo po wyjęciu płyty z odtwarzacza. W warstwie tekstowej jest również bardzo "lucowo" - z jednej strony zabawa słowami, neologizmy i absurdalny humor, z drugiej - temat całkiem poważny. Luc, wraz z zaproszonymi gośćmi (wśród których między innymi Fokus i Rahim, a nawet Urszula Dudziak), nawija o Sztampolandzie, polskim showbiznesie, niedoskonałościach naszego społeczeństwa i wielu innych, pokrewnych tematach.
Projektem tym L.U.C potwierdził, że jest zdecydowanie jedną z najciekawszych postaci polskiej sceny. To pełen odwagi wulkan pomysłów, który, mam nadzieję, jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy. Najnowszy album ugruntowuje jego pozycję na scenie, pozwala wierzyć, że nawet w naszym Sztampolandzie istnieje szansa, by raz na jakiś czas pojawiło się coś naprawdę wyjątkowego, a także stanowi dowód ewolucji Luca jako artysty. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy... A teraz... zapraszam do niezwykłej podróży... Czy jesteście gotowi na wyprawę? Cel jest jasny - Planeta LUC. Trzymajcie się mocno i zapnijcie pasy.
Kamil Brzeziński
