Pawilon - Retromantic



Kryptonim akcji: Pawilon Rockbeaty 3miasto.
Skład desantu: czterech biegle posługujących się instrumentami (muzycznymi) chłopaków oraz jedna panna na o-krasę tudzież przygrywanie na klawiszach.
Cel akcji: opanować wszystkie polskie tancbudy i wprowadzić pod strzechy niezłomnego ducha psychobilly.
Dodatkowe informacje: Bezterminowa licencja na za(w)ijanie.

Mała próbka autopsji, by sprawdzić, o co w tym chodzi i jak nam się to wszystko podoba. Opis strony wizualnej albumu warto zacząć tym, że nie można przejść obojętnie obok niego, gdyż z daleka razi swoim kolorem. Tzw. oczojebna zieleń (a może żółć?) przy odwijaniu z plastykowego opakowania cieszy oczęta swą wiosennością (tym bardziej, że za oknami z wiosną kruchutko). Z centrum okładki macha do nas wesoły Pan z żarówką zamiast głowy. Mniejsza o tę żarówkę, Pan ma białe szelki i biały krawat, zatem naprowadza nas na pierwszy trop interpretacyjny. Że to wszystko będzie miało coś wspólnego ze „zjawiskiem” muzycznym zwanym „indie”.

Już po pierwszym przesłuchaniu wiemy, że „indie”. Ale nie tylko. Bo i dance, i reggowy riddim, i funkujący bas, i kosmiczne dźwięki klawiszy vermona, a to wszystko okraszone inteligentnymi tekstami wyśpiewanymi w charakterystyczny, przypominający dokonania Pogodno, sposób. Mamy tu bowiem prawdziwy miks postmodernistyczny. Muzycy sięgają w przeszłość i wydobywają z niej owo retro, spodnie do kostek i mokasyny, albo marynarkę wyszywaną cekinami. Przede wszystkim jednak „nie mylcie Pawilonu z pavulonem, jedno Tobie służy, drugie życie kończy zgonem”, jak głosi tekst pierwszego na liście utworu „Elf”. Tutaj też znamienny rys twórczości Pawilonu, mianowicie wplecenie w słowa utworu i linię melodyczną motywów zaczerpniętych ze znanych dyskotekowych szlagierów. Kawałek Tiny Turner („we don't need another hero”), Phila Collinsa („I can dance, I can talk”, i te handclapsy!), Chuck Berry oraz Barry White, no i Bob Marley, który namawia nas do „Get up, stand up, Get up for your rights”. Przez chwilę też gitara podejmuje reggowy styl i faluje w rytm rodem z Jamajki. Podobne motywy można znaleźć np. w „Rezydencie” (ironicznie wykorzystany tekst z Arki Noego), w „Rozmawiaj” stylistycznie nawiązującym do twórczości White Stripes (bębny brzmią co najmniej, jakby waliła w nie Maggie). W „Beegees” wokale brzmią jak wyjęte z utworów tytułowej grupy, zaś w „My Baby” tekst głosi, że „We stole this song from the group that is very popular, that may be reason why it sounds to you familiar”, choć przewrotnie, ten utwór nic znanego nie przypomina. No, może tylko to, że ma chwytliwą melodię. I można by tak wyszukać jeszcze mnóstwo smaczków, w zależności od posiadanego przez słuchacza doświadczenia muzycznego.

Muzyka Pawilonu to jednak żadne epigoństwo, ani bynajmniej muzyczne paserstwo. Świadome nawiązania i pastisze (w duchu współczesnego i wszędzie odczuwanego postmodernizmu) świadczą o obyciu w materii muzycznej. A także o umiejętności posługiwania się nimi, by w zabawny i inteligentny sposób przekazać, jak dobrze można się bawić. Wszystkie te treści oprawione zostały w wysmakowaną ramę formalną. „Retro” to wręcz kosmiczny odlot z klawiszami vermona. „Na Ustach” ma funkujący bas połączony w trąbką, a do tego przemyślnie poprowadzoną linię gitary. „Ochłodzenia” od wstępu przypominającego niektóre melodie ze ścieżki dźwiękowej do „Pulp Fiction” przechodzi w lekko rozbujaną psychodelię. „Rozmawiaj” oprócz wybijającej się sekcji rytmicznej pociąga ciekawie rozbudowanymi partiami wokalnymi. W „Beegees” porywa melodia gitary w połączeniu z funkującym basem. Całość zatem wydaje się być porządnie dyskotekowa, z ambicjami na dyskotekę studencko - inteligencką. Choć z pewnością trafi także w gusta mniej wymagające, za to z rozwiniętym wyczuciem beatu.

Materiał muzyczny został nagrany w lipcu 2007 roku w studiu Electric Eye braci Kapsa (muzycy Something Like Elvis oraz Contemporary Noise Quintet). Zaś album wydała wytwórnia Biodro Records, należąca do Tymona Tymańskiego. Wszystko to w połączeniu z talentami członków zespołu Pawilon dało płytę mocną, bezpretensjonalną i eklektyczną.

Message to the command centre: Mission accomplished.

Karolina 'joisan' Guttek




[ Wróć ]