I'm From Barcelona - Let Me Introduce My Friends



Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację - gdzieś w Szwecji jest człowiek, który pewnego dnia postanawia napisać kilka radosnych, przebojowych piosenek. Bawi się przy tym doskonale i po pewnym czasie postanawia zarejestrować je na taśmie. W tym celu zaprasza dziesiątki swoich znajomych, a jego dom staje się studiem nagrań. Każdy przynosi jakiś instrument i zaczyna grać. Sesja staje się zabawą i przebiega w imprezowej, przyjacielskiej atmosferze. Żadnej presji, żadnych ciśnień. Jedynie czysta radość grania. Wkrótce powstaje EP-ka, ten hipotetyczny, wyimaginowany band gra swój pierwszy koncert i kiedy już wszyscy myślą, że to tylko jednorazowy wyskok, powstaje idea pełnowymiarowej płyty.

Brzmi nierealnie? A jednak. Taki zespół już istnieje i nazywa się I'm From Barcelona. Główny bohater opowieści, ten który zainicjował cały projekt to niejaki Emanuel Lundgren. Dziesiątki znajomych to - uwaga - dwadzieścia dziewięć osób. Pierwszy koncert ma miejsce w sierpniu 2005, a EP-ka z powyższego akapitu, wydana na początku 2006 roku (jej pierwotna wersja powstała znacznie wcześniej, jeszcze przed pierwszym koncertem) nosi tytuł "Don´t Give Up On Your Dreams, Buddy!". Mija kilka miesięcy i na rynku ukazuje się pełnowymiarowy album, zatytułowany "Let Me Introduce My Friends".

Już od pierwszych dźwięków nie mamy wątpliwości, jaka to będzie płyta. Miękkie gitary, słodkie klawisze i nieziemsko wręcz przebojowy refren. "Oversleeping" nie poraża oryginalnością (której nie posiada), nie ma tu też wymyślnych zagrywek czy artystycznych zapędów. To po prostu bardzo dobry, a nawet świetny popowy kawałek. Idealny na wakacje (bo jest w nim ten wakacyjny klimat!), idealny na jesień (żeby nie popaść w depresję), idealny na zimową imprezkę (kiedy za oknem mróz i śnieg warto się nieco rozgrzać), a także idealny na pierwsze wiosenne dni (wakacje już niedługo - z I'm From Barcelona pewnie nadejdą znaczenie szybciej!). Czyli posiada dokładnie to wszystko, czego należy oczekiwać od popowego kawałka. Kolejne utwory kontynuują ten kierunek. Muzyka jest prosta, nieskomplikowana, ale jednocześnie każda piosenka na tej płycie posiada ogromny singlowy potencjał. Teledyski powstały już do "We're From Barcelona" oraz "Collection Of Stamps", ale na tym z pewnością się nie skończy.

To co na "Let Me Introduce My Friends" zwraca uwagę to niezwykła szczerość bijąca z każdego dźwięku i mierzony w setkach (albo tysiącach) ton optymizm. Żadnych kalkulacji, zero wyrachowania - tylko szczera, nieskrępowana niczym radość z grania muzyki. Takie są również teksty. I'm From Barcelona nie tworzą poezji, używając prostych słów, piszą o wszystkim - nie ma chyba dla nich złego tematu. Dowiadujemy się, że znów zaspali w poniedziałek ("Oversleeping"), o ich pokaźnej kolekcji znaczków z całego świata, w tym z Polski ("Collection Of Stamps") oraz o domku na drzewie, który zbudowali ("Treehouse"). Deklarują również, że nas kochają ("We never wanna say goodnight / We never wanna say it's time" - "Barcelona Loves You") oraz, że wciąż czują się dziećmi ("But there's always gonna be this little boy inside of me / And there's always gonna be this little girl inside of me" - "This Boy"). Bywa, że szczerość i prostolinijność przeradza się w infantylność ("Love is a feeling that we don't understand / but we're gonna give it to ya (...) We'll aim for your heart when the night comes / And we'll bring you love" w "We're From Barcelona" czy "Don't be afraid / Don't be afraid / 'cause everything is gonna turn to be OK" w "Ola kala"), ale człowiek przymyka na to oko... W końcu nie teksty są tutaj najważniejsze. "Let Me Introduce My Friends" to nie tomik poezji, ale - tylko i aż - po prostu dobra zabawa.

Płyta jest dosyć krótka (niecałe czterdzieści minut) i kiedy się kończy, z reguły mamy ochotę wysłuchać jej ponownie. Co prawda po kilku przesłuchaniach zaczynamy odczuwać lekkie znużenie, ale mija tydzień i znów z radością do niej wracamy. To zdecydowanie najlepsza wakacyjna płyta roku 2006 i jedna z najważniejszych, jaka ukazała się ostatnimi czasy na szeroko pojętym rynku muzyki niezależnej.

Kamil Brzeziński



[ Wróć ]