A Perfect Circle - Thirteenth Step



Ludzie zastanawiają się nad ciemną stroną swojej duszy, nad jej istotą, tajemnicami skrywanymi przez podświadomość, sensem istnienia w takiej, a nie innej formie. A Perfect Circle, po 3 latach od wydania pierwszej płyty "Mer De Noms" kontynuuje te rozważania, przenosząc nas swoją muzyką w głąb ludzkiej świadomości. Pokazuje drogę do przepędzenia lub polubienia swoich wewnętrznych demonów.

"Thirteenth Step", bo taki tytuł nosi nowe wydawnictwo, jest także potwierdzeniem odrębności istnienia zespołu, a nie tylko bycia "pobocznym projektem Toola'a", które to kapele łączy osoba wokalisty Maynard'a James'a Keenan'a. Poza niezmienną osobą Maynarda w reszcie składu zaszły drobne zmiany. Z zespołu odeszli Paz Lenchantin i Troy Van Leeuwen, którego miejsce zajął James Iha. Do zespołu dołączył także Jeordine White, współpracujący kiedyś z M.Mansonem jako Twiggy Ramirez.
       
Już od początku płyty APC wprowadzają nas w swój magiczny świat, pełen szeptów, słabości, kłamstwa i wszystkiego, co skrywane na dnie ludzkiej duszy. Płytę otwiera prawie 8 minutowy, hipnotyczny "The Package". Zwraca uwagę nisko grający bas. Po nim następuje "Weak & powerless" - utwór promocyjny, z bardzo wyraźnym podziałem na zwrotki i refreny, i z wyszeptaną nietypową modlitwą ("Aniołeczku odejdź proszę, Przyjdź innego dnia, Dzisiaj diabeł szepcze mi do ucha, Nie będę cię więcej słuchać").

Numer 3 to jedna z moich perełek. Wspaniały, nastrojowy "The Noose". Słucham go i czuję jakąś samotność, bezradność, opuszczenie. Z początku perkusja brzmi jakby z oddali, gitary miękko i łagodnie podążają za smutnym wokalem Maynarda, w tle dają się słyszeć skrzypce, czasem chóralne głosy, niby syrenie śpiewy. Przed oczami staje targany sztormem wrak statku, próbujący ostatkiem sił walczyć z rozszalałą falą. Samotnie, z dala od brzegów i znajomych stron walczy, aż morze nagle się uspokaja i cichnie. I podobnie jest z tym kawałkiem. Słabnie w końcówce, pozostawiając wrażenie ciszy po burzy. Istne cudeńko, któremu zespół poświęcił wiele pracy, bo aż 40% całego czasu przeznaczonego na nagrywanie "13-tego kroku". Ale w żadnym wypadku nie jest to czas stracony, bo nad takim numerem warto było tyle pracować. Efekt jest powtarzam - porażający.

Ciekawą kompozycją jest utwór „Vanishing”. Rozpoczyna go sam wokal, z wtórującą mu w tle delikatną perkusją. Gwałtowne uderzenie sekcji rytmicznej i kawałek rozwija się w pełni. Grzmiące bębny, trochę elektroniki, tajemnicze szepty i ten wokal - niespokojny, dokładnie taki, jaki natura przypisała Maynardowi. Kawałek zaskakujący i tajemniczy, jak większość utworów na tej płycie, unosi nas w powietrze i pozwala poszybować w głąb siebie.
           
Nietypowy dla twórczości APC jest utwór "The Nurse Who Loved Me", będący udanym cover'em utworu grupy Failure. Opiera się on praktycznie na dźwiękach pianina, skrzypiec i wokalu. Brak w nim gitar, perkusji. Spokojna, usypiająca balladka. Przez to, że jest inna niż wszystkie piosenki, ma swój niepowtarzalny klimat.

Płyta jest wspaniałą muzyczną podróżą w głąb siebie. Słyszy się w niej dojrzałość i zaangażowanie emocjonalne muzyków. Każdy włożył w nią coś od siebie, szczególnie dużo dał Maynard. Swym niespokojnym wokalem zmienił na pozór zwykłą muzykę w prawdziwe arcydzieła. Muzycznie zróżnicowana, inna niż pierwsza i to zdecydowanie na korzyść. Jej poprzedniczka chwilami była zbyt nudna i przesadnie zbliżała się do stylistyki Tool'a. "13th Step" wyznacza nową jakość i nowe kierunki. Piękna, nastrojowa, spokojna. Jest porywająca, unosząca na wyżyny muzycznych doznań. Ciepła i idealna na jesienne samotne wieczory...

Jadwiga 'harpe' Wawrykiewicz



[ Wróć ]