Immunitet artystyczny

Przy co większych aferach politycznych cieszy mnie fakt, że na całe szczęście immunitet poselski nie jest dożywotni i w końcu takie cwaniaki z Samoobrony trafiają do sądu (jak niskie zapadają wyroki, to już inny temat). Lecz ostatnio okazało się, że według niektórych – a co najgorsze, również ludzi sztuki – możliwy jest immunitet dożywotni. Wystarczy jedynie być wybitnym artystą.

Oczywiście, że dyskusyjne są z natury rzeczy kryteria, którymi należy wyznaczać sprawiedliwość. Pewne jest jedynie, że nie mogą one być dowolne i dobierane według uznania, a w szczególności przez osoby postronne. Niestety, to co jakiś czas temu słychać było w mediach w związku z aresztowaniem Romana Polańskiego, to mniej więcej:

Nie trzeba stawiać przed sąd za molestowanie nieletnich ludzi z tego samego fachu, co mój; człowieka, którego osobiście szanuję lub też człowieka, którego osobiście znam; osobę o wybitnych dokonaniach artystycznych itp. A ponadto, że to już nie ważne, bo to było dawno temu, no i również dlatego, że „niektóre trzynastolatki same pchają się do łóżka”.

Mówiąc krótko, zauważyłem, że u wielu ludzi przez Polańskiego znacznie ucierpiał rozsądek, jak i wyczucie podstawowych wartości (np. krzywdy, odpowiedzialności, sprawiedliwości).

Wielu artystów w ciągu swojego życia miało problemy z prawem. Jedni po prostu nie mieszkali w Holandii (niezliczone aresztowania za posiadanie marihuany). Inni najzwyczajniej byli i są nadal bezmyślnymi agresorami i rzeczywiście złamali nieraz prawo wyrządzając komuś krzywdę fizyczną, jak i materialną (na przykład Axl Rose, aresztowany już ponad 30 razy, chociażby za atak na ochroniarza, który go nie rozpoznał i nie chciał wpuścić na własny koncert albo Panasewicz z Lady Pank zupełnie bezsensownie rzucający w ludzi ze sceny czym popadnie). Jeszcze inni oskarżani byli wielokrotnie zupełnie bez podstaw, co jednak potrafiło im bardzo zaszkodzić (to oczywiście Michael Jackson i jego „świat dziecka”, którego kilku sztywniaków nie było w stanie zrozumieć).

Wymienić można by jeszcze wiele bardziej schematycznych, jak i zupełnie unikalnych sytuacji i nazwisk (włącznie z tragiczną historią Bertrand’a Cantata z Noir Desir), ale istotne jest to, że oni wszyscy trafiali przed sądy i różnie, ale zazwyczaj jakoś byli karani. Zaś Polańskiemu udawało się tego uniknąć przez 30 lat. Mówiąc banalnie – tak banalnie, jak właśnie banalna jest cała ta farsa – lepiej późno, niż wcale.

Tadeusz Bisewski



[ Wróć ]