Kazik i Partia Piratów

Hurra! nowa płyta Kultu jest już w Internecie – tyle że nie ma się z czego cieszyć. Radość z tak długo oczekiwanego krążka opuściła szczególnie zespół, czego mocne w słowach dowody dał Kazik na oficjalnym forum zespołu. I nie można pozbawiać Artysty prawa do irytacji, lecz proponuję zastanowić się nad istotą rzeczy. Czy rzeczywiście jest duża różnica w trafieniu płyty do Internetu przed premierą, a w dniu premiery? Czy ten problem nie jest znacznie szerszy i nie dotyczy jedynie pracownika tłoczni, który wypuścił nagrania do Sieci, a raczej ogólnego konfliktu nowoczesnych technologii ze staromodnym pojęciem przestrzegania praw autorskich?

Kult nagrywa już od ponad 20 lat i jego członkowie byli już świadkami niejednej rewolucji na rynku muzycznym. Wystarczy przypomnieć, że pierwszą płytą wydaną w Polsce na nośniku Audio-CD było właśnie Spokojnie. Zanim jednak tzw. „nagrywarki” staniały do obecnego poziomu, ludzie posiadali inne sposoby „dzielenia się” muzyką. To chociażby wielkie kaseciaki firmy Unitra, które przynosiło się na koncerty, później również nagrania audycji radiowych – rozchodziło się to w ogromnych ilościach egzemplarzy. W epoce Internetu mamy z kolei inny wynalazek, którego również w żaden sposób nie można ludziom zabronić – format MP3. Czym innym jest wynagrodzenie dla artysty, producenta, wydawcy, a możliwość korzystania z wygodnego formatu zapisu dźwięku i chociażby noszenia przy sobie w malutkim pudełku (wszelkie playery, iPody) ogromnej ilości ulubionej muzyki. Wydawnictwa muzyczne zmieniły swój charakter. Ich właściwa wartość, czyli warstwa muzyczna, traci na korzyść wartości materialnej, czyli faktu ich posiadania (tym bardziej cieszy, gdy są ładnie wydawane). Dlatego jednocześnie powstają domowe kolekcje ulubionych artystów – na przykład na winylach, jeśli są takie dostępne – a w praktyce i tak najczęściej słucha się ich z formatu MP3, bo tak wygodniej, a każdy ma prawo do archiwizacji zakupionych nagrań w dowolnym formacie.

Wczoraj, z odrobiną prowokacji, opublikowaliśmy newsa o planach darmowej internetowej dystrybucji nagrań Smashing Pumpkins. Przypomnieliśmy również, że wcześniej decydowali się na taki krok inni znani artyści, m.in. Radiohead, czy Sigur Ros i ich krążki po takim kroku sprzedawały się świetnie. Był to rodzaj testu, który rzeczywiście zadziałał. Samemu wpierw przetestowałem film Heima, po czym oczywiście stwierdziłem, że „muszę go mieć, bo jest przepiękny!”. Jest to uczciwe, bo bynajmniej dokładnie wie się, za co się płaci (!), a nie nabywa się niczego „w ciemno”, aby później żałować – o tym aspekcie sprzedaży płyt artyści całkowicie zapomnieli. Jednak ten schemat raczej nie może funkcjonować zawsze. Jest to tylko sprytny marketing, rodzaj reklamy, która jest skuteczna jedynie w atmosferze „dziwactwa”, „prowokacji” lub właśnie „skandalu”. I nie śmiem twierdzić, że płytę Kultu wypuszczono do Internetu umyślnie, nie podejrzewałbym Kazika i chłopaków o tak nędzne praktyki. Ale jestem pewien, że zespół na całej aferze zyska i wbrew obawom Hurra! sprzeda się znakomicie, a październikowa trasa zgromadzi same komplety publiczności.

Można by również coś wtrącić o cenach płyt w Polsce. Zdarzało mi się już nawet sprowadzać coś z Australii, bo nawet z przesyłką z drugiego końca świata było taniej! A przecież podstawowe prawo ekonomii mówi, że niższa cena zwiększa popyt – czy wydawcy o tym nie wiedzą? A może właśnie jest im to na rękę, ponieważ mniejsza cena zmniejszyłaby ich prowizję? Zresztą, jak dowodzą członkowie przywołanej w tytule Partii Piratów, lista organizacji czerpiących zyski z obecnego stanu rzeczy jest długa – podczas gdy sam artysta otrzymuje około od 2 do 5 polskich złotych za krążek kosztujący więcej niż 30 PLN. Przy tym koszt produkcji przeciętnego egzemplarza takiego wydawnictwa mieści się w złotówce. I tak sobie myślę, że z przyjemnością wysłałbym menadżerowi Kultu na jego konto bankowe kwotę z okładki albumu (albo jedynie jej połowę), gdyby pozwolili mi ją ściągnąć z Internetu – czy mogliby być niezadowoleni z takiego rozwiązania?

W pewnym sensie cieszę się z przedpremierowego wycieku Hurra! i afery jaka z tego faktu powstała. Nie wierzę, aby zespół miał faktycznie na tym stracić, a przynajmniej kwestia praw autorskich została poruszona w wielu mediach – szkoda tylko, że w większości przypadków niewłaściwie. Potrzebne są oczywiście zmiany i potrzebna jest dyskusja. Przydałaby się również odrobina edukacji społecznej, tak aby nie dochodziło do paranoi, abyśmy się nie bali formatu MP3, abyśmy się nie bali pożyczania płyt znajomym, czy rejestrowania piosenek z radia i aby nikt nam nigdy nie powiedział, że śpiewanie czyjegoś utworu z gitarą przy ognisku jest łamaniem jego autorskich praw. Jedną z nielicznych trzeźwo myślących w tym temacie organizacji jest Partia Piratów, której strony internetowe polecam Waszej uwadze.

Tadeusz Bisewski

| More


[ Wróć ]