Hunterowi nie wierzymy

Wczoraj zespół Hunter odwołał swój występ na festiwalu o nazwie HunterFest. Spowodowane było to nagłym (dzień wcześniej) zerwaniem współpracy z managerem oraz organizatorem festiwalu – agencją A&M, czyli personalnie z Arkiem Michalskim. To z kolei wyniknęło z faktu odwołania występów przez znaczną część czołowych artystów tej imprezy. Zamieszanie wygląda na całkiem logiczne, jednak nie jest takie do końca.

Zacznijmy od tego, że nie stało się nic nowego. Właściwie każdego roku jakaś zagraniczna gwiazda dużego formatu w ostatniej chwili odwoływała swój przyjazd i to z tego samego powodu – braku zaliczki na koncie (niekiedy różnie się to nazywano, na przykład „problemami technicznymi”). W tym roku scenariusz, zgodnie z przewidywaniami, powtórzył się i w przeddzień występy swoje odwołali: Machine Head, Epica oraz Arch Enemy. Jak bardzo trzeba być nieodpowiedzialnym, aby po raz szósty (bo szósta jest to edycja tej imprezy) pozwolić sobie na te same błędy? Podobne problemy były z płatnościami dla obsługi technicznej. Światek ten jest mały i jeśli ten sam problem powtarza się przez 6 lat z różnymi firmami (co roku zmieniani byli partnerzy od nagłośnienia, świateł, sceny, ochrony) – to wszyscy o tym wiedzą i podejmowanie współpracy wiążą z pewnym ryzykiem. Nie mówiąc już o innych wpadkach organizatorów, jak na przykład ogłoszenie wykonawców, którzy jeszcze nic o tym nie wiedzieli (np. Motorhead), czy pomysł zorganizowania na miesiąc przed imprezą (!) sondy internetowej z pytaniem o zagraniczne zespoły, które chcieliby festiwalowicze zobaczyć na scenie – od Internautów już bardzo mało wówczas mogło zależeć.

I owszem, w tym roku coś pękło między managerem a zespołem Hunter, bo już przy okazji pierwszych problemów zaczęto podkreślać, że zespół NIE ORGANIZUJE imprezy, ale nie było to niczym więcej poza dosyć tajemniczym stwierdzeniem. Wierzę również bardzo, że ludzie z Huntera rzeczywiście zirytowali się na pana Arkadiusza tak bardzo, że mu podziękowali – ale to mało zmienia. Bo właściwie jaki mieli wybór? Mogli przyjechać i zagrać dla tej garstki, która dla nich się tam pojawiła, ale fani wymienionych powyżej odwołanych kapel mogliby ostro zareagować na koncert „gospodarza”. I właśnie odwołaniem występu przyznali się jednocześnie do tego, jak bardzo są odpowiedzialni za tę imprezę… przynajmniej w oczach publiki. Bo nie da się od tego uciec – w nazwie imprezy zawarta jest nazwa zespołu i od kilku już lat zespół ten promuje się poprzez jej (współ)organizację i te właśnie kilkuletnie działania sprawiają, że obojętnie jak bardzo by się od imprezy nie odcięli i obojętnie jak solidnie by tego nie uzasadnili, zawsze będą z nią związani. Bo jest oczywiste, że zespół, jako grupa artystów, nie może być organizatorem żadnej imprezy, bo nie stanowi podmiotu gospodarczego, nie wystawia faktur itp. – potrzebuje do tego firmy i A&M taką firmą było. Jednak przez lata właśnie członkowie Huntera decydowali o szczegółach, we własnym imieniu zapraszali wykonawców, udzielali wywiadów jako (współ)organizatorzy i jeżeli naprawdę wierzą, że „oświadczeniem” na CGM-ie odetną się od tej imprezy, to muszą być bardzo naiwni.

I co chłopaki z Huntera mają teraz zrobić? Może już tylko żałować, że kiedyś podjęli taką współpracę i że zbyt długo ona trwała, ale od odpowiedzialności tak łatwo się nie odetną. Nawet jeśli żadne dokumenty nie wskazują ich jako organizatorów, to są nimi w opinii „społeczno-medialnej”. Dochodzi do tego kwestia „ryzyka” w znaczeniu ekonomicznym – tzn. gdyby impreza wypaliła, to odnieśliby pewne korzyści (chociażby ze względu na zwiększoną popularność związaną z nazwą imprezy), jeśli zaś impreza upada, to muszą razem z firmą organizującą festiwal ponieść konsekwencje.

Co mogą zrobić ponadto? Może zastanowić się nad sobą, przestać bawić się w animatorów i porządnie przeanalizować swoją twórczość, szczególnie tę najnowszą. Niestety, rozliczając się z tą grupą nie mogę pominąć tej kwestii. Hunter im bardziej stawał się popularny, tym bardziej był słabszy. Im więcej możliwości dawał im wydawca – tym gorzej je wykorzystywano. Przez 20 lat działalności zespół wydał zaledwie dwie płyty, które były dobre. Następnie w dyskografii zaczęło robić się gęściej… i poziom artystyczny zmalał tak bardzo, że ostatni krążek określić można już jedynie dwoma słowami: muzyka – wtórność, liryka – grafomania. I owszem, nadal cieszy ich koncepcyjne podejście do twórczości, sceniczny performance, wreszcie osobiste zaangażowanie i „uczciwość” polegająca na zgodności tego, co robią na scenie, jak i poza nią. Ale to wszystko jest jedynie pewną formą, którą wypełnić należy czymś artystycznie wartościowym i jeśli Hunter tego nie odnajdźcie, to nigdy już z tego całego upadku nie powróci do łask.

Z szacunkiem personalnym dla członków zespołu
i z szczerym życzeniem powodzenia,
Tadeusz Bisewski

| More


[ Wróć ]