Muzyczna turystyka
Abbey Road w Londynie, spokojna farma w Bethel niedaleko Nowego Jorku, niepozorny nagrobek w Paryżu – jest kilka miejsc na Ziemi, które dla ludzi zainteresowanych historią muzyki rozrywkowej mogą znaczyć odrobinę więcej, niż standardowe atrakcje turystyczne. Proponuję mały przegląd istotnych miejsc, które przy okazji tegorocznych wakacyjnych wojaży można odwiedzić. Mekką rocka jest oczywiście Londyn. W mieście tym znajduje się między innymi słynny kompleks studiów nagrań – Abbey Road Studios. Powstawały w nim największe dzieła takich artystów jak The Beatles, Pink Floyd, Oasis, Michael Jackson, a później m.in. Radiohead, Muse, Morrissey, Sigur Rós, a nawet Anna Maria Jopek (album ID). Obecnie jest to studio prestiżowe, w którym oprócz nagrywania dźwięków odbywają się różnorodne „imprezy”, takie jak konferencje prasowe, uroczyste premiery, drobne występy. Budynek jest niepozorny, skromny, posiada kilka charakterystycznych schodków przed wejściem – a to właśnie w tym miejscu rodziły się najwspanialsze koncepty naszej epoki! W jego pobliżu zaś wykonano zdjęcie, które powielone zostało na co najmniej 30 milionach egzemplarzy płyty Abbey Road zespołu The Beatles. Widoczne na okładce przejście dla pieszych istnieje tam do dzisiaj i liczne grupy fanów Wspaniałej Czwórki nadal pstrykają sobie fotki na ich podobieństwo.
Innym niepowtarzalnym miejscem Londynu jest stara, niedziałająca już elektrownia węglowa Battersea, która znalazła się na okładce albumu Floydów – The Animals. Wprawdzie jej ostateczna wersja była fotomontażem, to przygotowania do niego były naprawdę imponujące. Pomiędzy ogromne kominy wzniosła się nadmuchiwana świnia (następnie stała się ona koncertową „maskotką” grupy). Po tym wyczynie umieszczenie tej znanej budowli na pierwszej stronie okładki musiało być jasnym nawiązaniem do krążka Pink Floyd, lecz zamiast w ogóle zrezygnować z takiego zamiaru, Battersea zaczęło trafiać na dalsze ich strony. Znaleźć ją można na przykład wewnątrz albumów Quadrophenia grupy The Who, Bona Drag Morrisseya, czy Meet Me In Battersea Park (!) Petuli Clark (wydanie z 2001 roku). Wciąż powracali do tego miejsca również twórcy teledysków – między innymi ci pracujący dla Tori Amos, Billego Wymana i Bruce’a Dickinsona. Ponadto budynek ten wielokrotnie gościł w filmach i programach telewizyjnych – m.in. kilkukrotnie u Monty Pythona oraz w ekranizacji Roku 1984 Georga Orwella. Przewinął się nawet przez popularny w ostatnich latach serial Lost. Obecnie elektrownia zaliczana jest do dziedzictwa narodowego Wielkiej Brytanii i chronią ją miejscowe władze. Nie ma wątpliwości, że właśnie jej obecność w kulturze w ciągu kolejnych dziesięcioleci zasądziła o prawnym zabezpieczeniu wciąż imponujących pozostałości.
Innym elementem muzycznych podróży po świecie jest odwiedzanie miejsc spoczynku ulubionych twórców. Jednym z bardziej dziwnych nagrobków w tej kategorii jest skromny (wciąż niedokończony lub wciąż zdewastowany) grób Jima Morrisona na cmentarzu Père Lachaise w Paryżu – tym samym, na którym spoczął Chopin oraz Edith Piaf (a także m.in. Balzac, Molier, Proust). Gdy przyszło mi kilka lat temu odwiedzić to miejsce, na skraju nagrobka Morrisona leżał tomik poezji Williama Blake’a. Polskim „kiepskim” odpowiednikiem tamtego miejsca refleksji można by ogłosić grób Ryśka Riedla znajdujący się na Cmentarzu Komunalnym w Tychach. Podobnie jak nagrobek Morrisona, wciąż jest on licznie odwiedzany przez fanów, którzy pozostawiają na nim znaczące artefakty (z gitarami włącznie – nie wiedzieć zresztą czemu).
Słynnym miejscem pochówku jest również amerykański Graceland, czyli dawna posiadłość Elvisa Presleya, w której spędził połowę swojego życia i gdzie zmarł 16 sierpnia 1977 roku, a następnie został złożony do grobu. Obecnie, mimo upływu tylu lat, do Memphis w stanie Tennessee rokrocznie zjeżdżają fani z całego świata, aby odwiedzić miejsce spoczynku Króla oraz urządzone w posiadłości muzeum jego pamięci.

Pozostając w Stanach można wybrać się w okolice Nowego Jorku, gdzie w zeszłym roku uruchomiono inne muzeum, tym razem poświęcone ważnemu wydarzeniu sprzed dokładnie 40 lat (1969), które miało ogromne znaczenie w historii rocka – Festiwalu w Woodstock. Mimo, że odbył się on niemal 100 km od właściwego Woodstock, w miejscowości Bethel, to przyjęła się właśnie taka nazwa. Owszem, imprez takich było wówczas więcej, ale ta właśnie przeszła do historii jako symbol aktywności ruchu hipisowskiego (w znacznej mierze stało się tak za sprawą słynnego filmu M. Wadleigha o tej imprezie). Obecnie dawny plac koncertowy przykrywa spokojna zieleń traw i oprócz płyty pamiątkowej i niedawno otwartego muzeum nic nie wskazuje na zamieszanie, jakie miało tu niegdyś miejsce.
Tadeusz Bisewski

