Przeciw katolickiej cenzurze

Gdy w mediach pojawiły się protesty i oskarżenia o obrazę uczuć religijnych w związku z publicznym zniszczeniem egzemplarza Pisma Świętego przez wokalistę Behemotha, to chociaż na pewno bym im ich nie poparł, byłem w stanie je zrozumieć. Jeśli jednak znajduje się grupa ludzi, która pragnie utrudnić działalność artystyczną Madonnie, a nawet rodzimemu Kultowi – oznacza to, że dotychczasowe krucjaty w obronie prawomyślności zaowocowały w istocie niedorzecznymi próbami powrotu do cenzury kościelnej.

Organizator ostatniego koncertu zespołu Kult w Kłodzku zauważył, że ktoś uparcie zrywa plakaty reklamujące imprezę. Na dwa dni przed występem sytuacja się wyjaśniła, gdy przybyła do niego grupa lokalnej społeczności z księdzem na czele. Wręczyli mu petycję, podpisaną przez około 200 osób, w której domagano się odwołania koncertu. Powodem miała być obraza uczuć religijnych. Rolę dowodów pełniły teksty dwóch utworów Post oraz Religia Wielkiego Babilonu. Całe szczęście Rada Miasta odrzuciła petycję. Co ciekawe, tego samego dnia, na tej samej scenie zagrało również Lao Che. Szczęście, że nikt katolickim aktywistom nie podsunął tekstów z ich ostatniego krążka. O religijnych dylematach Kazika, które obecne są w jego tekstach, można by się rozpisać w osobnym felietonie, ale warto zaznaczyć, za menadżerem Kultu, że w ciągu 27 lat działalności zespołu, taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy.

Co innego miasto Kłodzko. Bojkotowana była tam również zeszłoroczna impreza o podobnym charakterze. Zrywano plakaty, a gdy to nie pomogło – ktoś ukradkiem postanowił poprzecinać kable energetyczne. Z powodu takiego sabotażu, do imprezy ostatecznie nie doszło.

Madonnie z kolei oberwało się za termin koncertu. Otóż planowany 15 sierpnia to święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Protestujący twierdzą, że organizacja koncertu takiej skandalistki w tym dniu to przemyślana prowokacja (tylko właściwie czyja!?). Podobnie jak w przypadku większości takich spraw słyszy się argument „ranienia uczuć religijnych”. Zabawne jest, że początkowo protestująca grupa wymyśliła sobie (jak na to wpadła!?), że za organizacją tego komercyjnego przedsięwzięcia stoi miasto Warszawa. Zaowocowało to groźbami wykluczenia ze Wspólnoty Kościoła adresowanymi w kierunku Prezydenta Warszawy (czyli de facto próbą wmówienia, że pani prezydent wieczność całą smażyć się będzie w piekle – przez wieki nie wymyślono jeszcze nic lepszego...). Powstaje oczywiście petycja, trwa zbieranie podpisów... standardowa procedura. Ale pojawił się element nowy. Protestujący zastrzegli, że jeśli petycja nie poskutkuje to w trakcie koncertu zorganizują pikietę.”Zagłuszymy Madonne!” - to rzeczywiście  całkiem pobożny sposób świętowania Wniebowzięcia.

Przeciwnicy Madonny twierdzą ponadto, że absolutnie bezmyślne jest wydawanie tak ogromnych pieniędzy (tutaj przywołują cenę biletu VIP) na antychrześcijański (z założenia) występ podstarzałej artystki (i to w dniu takiego święta!). Mnie się jednak bardzo wydaje, że o wiele większą niedorzecznością jest powoływanie się na nieomylność papieża (jak wielu z nich w historii Kościoła udowodniło, że myliło się wybitnie?) i twierdzenie za nim, że pewna kobieta została wzięta do nieba wraz z ciałem [sic!]. Wiele z protestujących strażniczek moralności nie wie nawet, że dogmat ten jest mniej więcej w ich wieku. Uchwalony został w roku 1950 na mocy stwierdzenia Piusa XII, bez nawet zwyczajowego głosowania kardynałów (głowa kościoła nie zdecydowała się na głosowanie ze słusznej obawy, że purpuraci postanowiliby ten pomysł odrzucić). I pomyśleć, że protestujący zarzucają fanom Madonny bezmyślność.

Przypadek Kultu i Madonny to względna nowość. Dotychczas regularnie podobne problemy przydarzały się wykonawcom i imprezom o profilu heavymetalowym. Sprawa była jasna. Ograniczenie się do najmniej zrozumiałego przez skrajnych katolików gatunku muzycznego tłumaczyło się ich najzwyklejszym ograniczeniem pojmowania szeroko pojętej sztuki. Wręcz zadziwiające jest, jak płytkie bywają podstawy takich protestów. Z jaką łatwością przychodzi niektórym ludziom wrzucanie wszystkiego, co wychodzi poza własne możliwości rozumienia, do jednego worka „owoców działalności szatana”. Prawda jest taka, że wielu twórców cięższego brzmienia nie korzysta z symboliki satanistycznej, a jeśli się tak dzieje, to odpowiadają za to prawa gatunku. Przecież wszystko jest konwencją. Dlaczego protestów nie wywołują tysiące produkcji filmowych z gatunku horror/thriller z personalizacjami Diabła itp. Dlaczego tak bardzo uparli się na twórców muzycznych? W dodatku ostatnio wyraźnie poszerzyli swoje grono zainteresowań, czego przykładem jest właśnie sprawa Kultu i Madonny.

Precedens może stać się niebezpieczny, jeśli rzeczywiście zwiększy się jego skala. Zdarzało się już, że oprotestowane imprezy rzeczywiście były odwoływane (szczególnie tchórzliwe okazują się władze uniwersytetów). Statystycznie rzecz ujmując - im więcej będzie protestów, tym więcej koncertów się nie odbędzie. Oby afery tego rodzaju kończyły się tak rozważnie jak niedawna przygoda Kultu. Właściwie ma to nawet dobre strony – to przecież dodatkowa darmowa reklama imprezy.

Tadeusz Bisewski


| More


[ Wróć ]