Leszcz z pretensjami do tronu...
...aż chciałoby się dodać: „tronu po Michaelu Jacksonu”. Wątpliwości względem Roberta Leszczyńskiego w zakresie merytorycznego przygotowania do pracy dziennikarza muzycznego miewamy wszyscy już od dawna. Co kilka tygodni na internetowych forach cytowane są co głupsze jego wypowiedzi. Jednak tym razem poziom mojej irytacji przekroczył wartość krytyczną. Autokreacja, jaką stosuje od zawsze, tym razem przybrała wyjątkowo niezdrową postać. Nie widziałem jeszcze tak bezczelnej próby zwiększenia popularności własnej osoby kosztem śmierci wybitnej jednostki. Tak to sobie tłumaczę. Wolałbym, aby Leszczyński był bardziej głodny sławy, niż po prostu bezmyślny. Niestety udowodnił już wielokrotnie, że w jego głowie główne role grają oba te czynniki.
To może po kolei:
„Ja nigdy nie lubiłem Michaela Jacksona, bo to jest artysta pop jednak” – ciekawe czy Leszczyński słyszał określenie Król Popu, czy też samodzielnie to jakoś wywnioskował?
„Uważam, że do historii muzyki mimo wszystko nie przejdzie żaden artysta pop” – czyli właściwie jaki? Czy Leszczyńskiemu wydaje się, że „pop” to określenie jakiegoś gatunku, nurtu, czy „pop” posiada jakiekolwiek stałe cechy? Czy wreszcie Beatlesi, Floydzi w pewnym okresie, nawet grunge’owa Nirvana nie były „popowe”? Jak bardzo zawiła musi być jego definicja „popu”!
„Jest mi bardzo trudno lubić artystę, który śpiewa piosenkę pod tytułem Black or White, po czym wybiela sobie skórę” – to jest poziom wiedzy o Michaelu Jacksonie charakteryzujący przeciętne gospodynie domowe, ale w żadnym wypadku nie dziennikarza muzycznego. Artysta oczywiście cierpiał na wcale nawet nie tak rzadką chorobę o nazwie vitiligo (bielactwo nabyte), które objawia się zanikiem pigmentu (Wikipedia). Jej objawy są dla wielu chorych wstydliwe i odwaga Jacksona oraz to w jaki sposób postanowił wykorzystać ten fakt w twórczości zasługują na uznanie. Przebyte operacje plastyczne, takie jak poprawa nosa, to jedynie próba dostosowania murzyńskich rysów twarzy do białego koloru skóry. Innym faktem uważanym powszechnie za dziwactwo było używanie szminki - Jacksonowi zanikał również pigment ust (dlatego też je zmniejszył). W chorobie mógł mieć nawet swoją genezę pomysł noszenia słynnej rękawiczki. Jest to sposób ukrycia zmian stosowany przez wielu chorych na vitiligo.
„Innymi słowy jest czarny i brzydzi się swojej rasy” – o matko! Jackson zawsze czuł się niezwykle związany ze swoimi korzeniami i doświadczenie choroby było dla niego ciężkie. Dlatego masakrycznie krzywdzące są wypowiedzi takich ignorantów, którzy nie zważając na fakty kreują w swoich główkach własną wizję świata.
„Piosenka Heal the World napisana przez faceta, któremu psycholog powinien pomagać” – nie wiem dokładnie, co Leszczyński miał w tym momencie na myśl, za to wydaje mi się, że psycholog powinien zareagować na jego wypowiedzi, w których kryje się niebywały egocentryzm, nieprzeniknione kompleksy i rządza sławy realizowana kosztem prawdziwych artystów i to z czystej zawiści.
„Zbawiać świat chciał facet, który sam siebie nie potrafił zbawić” – krytykować innych chce człowiek, który względem samego siebie pozostaje bezkrytyczny...
„W kulturze europejskiej nigdy nie było uwielbienia dla tańca” – Leszczyński bardzo lubi w swoich wypowiedziach bawić się w antropologa, tyle że wszystkie jego kulturowe teorie są absolutnie wyssane z palca. Używa ich zazwyczaj, gdy brakuje mu argumentów – wówczas je tworzy i usiłuje przedstawić jako prawdziwe.
„Ja jestem krytykiem muzycznym, więc proszę mi pozwolić oceniać muzykę” – takie słowa wypowiada Leszczyński po 4 minutach pieprzenia o wszystkim oprócz muzyki.
Leszczyński, w trakcie swojej niestety już wieloletniej działalności, zdążył zirytować wielu fanów, jak i artystów. Ze strony tych drugich miały nawet miejsce pewne reakcje, takie jak utwor Zoil („kurdupel nadęty, miernota przeklęty, z rybą w nazwisku…”) duetu Kazik i Nosowska lub Pidżamy Porno Twoja Generacja („w nazwisku niesympatyczna ryba prześladuje mnie z białym drzewem” – tutaj w towarzystwie Grzegorza Brzozowicza). W nawiązaniu do tekstu Nosowskiej: Zoilos przeszedł do historii właśnie dlatego, że głośno przeciwstawiał się oczywistemu geniuszowi artysty (w tym wypadku Homera). Jeśli zaś robił to świadomie, to osiągnął mistrzostwo w kreowaniu własnej osoby kosztem sukcesu wybitnego twórcy. Nie można pozwolić, aby Leszczyński powtórzył jego parszywy sukces, a niestety poprzez dwa popularne utwory, autorstwa jego przeciwników, zapisał się on na stałe w ich własnej twórczości. Gdy Leszczyński w końcu zamilknie, te utwory i odwołania do jego osoby przecież pozostaną. To błąd. Powinniśmy raczej uznać, że ryby głosu nie mają i pozwolić, aby ten Leszcz po nas spływał.
Tadeusz Bisewski
PS. z przeglądu prasy: zarówno "Newsweek", "Polityka", jak i "Wprost" uparcie szerzą wymysły o "nieakceptowaniu własnej rasy" oraz "świadomym wybielaniu skóry". Z przeglądanych przeze mnie ostatnio periodyków jedynie w "Przekroju" wspomniano o chorobie powodującej zanik pigmentu.
