Pink Floyd – wspomnienia Nicka Masona
"Wybuchałem śmiechem tak często, że żona całkiem poważnie spytała, czy cierpię na syndrom Tourette’a. Ta książka jest napisana znakomicie, wręcz demaskatorska i jednocześnie zabawna. To ważna pozycja – niezwykle treściwy rock’n’rollowy pamiętnik, pulsujący szczerością i dowcipem" – to słowa Alana Parkera (znanego reżysera, m.in. filmu The Wall) na temat książki Nicka Masona „Pink Floyd. Moje wspomnienia”.Trudno nie zgodzić się z opinią Parkera, chociaż bardziej niż niewątpliwy humor Nicka, mnie urzekło coś innego. Książkę czyta się niczym fabularną historię, dziejącą się w barwnym świecie niezwykłych postaci. Momentami zapomina się, że to wszystko naprawdę kiedyś się wydarzyło. Podobieństwo do klasycznych biografii zespołów widać jedynie w nagromadzeniu nazwisk licznych współpracowników (a w tym przypadku było ich wielu). Pozostałe aspekty tego rodzaju wydawnictw, jak chronologia wydarzeń, czy wszelkie daty wypadają nadzwyczaj naturalnie i nie przeszkadzają w płynnym delektowaniu się poznawaną historią. Główny ciąg wydarzeń przeplatany jest setkami osobliwych anegdot, często wręcz niewiarygodnych. Mason nie tylko przedstawia historię zespołu, ale może nawet przede wszystkim odzwierciedla obrazy dawnych lat i rzeczywistość, w której Pink Floyd istniało na przestrzeni dekad. Jest to obraz świata z perspektywy wyłącznie autorskiej. Mimo, że zarówno David Gilmour, jak i Roger Waters, nanieśli na rękopis książki swoje uwagi i poprawki, nie wpłynęło to na literacki kształt dzieła, w którym Nick, niczym klasyczny narrator, często wyraża jedynie domysły na temat działań kolegów z zespołu. Po dołączeniu do tego częstych uwag stricte osobistych, otrzymujemy ogromną dawkę prywatnych wspomnień człowieka, który jako jedyny członek Pink Floyd był w centrum wydarzeń od samego początku grupy, po dzień dzisiejszy.
W związku z promocją polskojęzycznej wersji dzieła, Nick Mason przyjechał na prasowy mini-tour do naszego kraju. 25 października 2005 pojawił się w warszawskim Empiku, a dnia następnego odwiedził Kraków. Na wizytę w stolicy składała się konferencja prasowa oraz ponad dwugodzinne spotkanie z fanami, połączone z podpisywaniem książek i floydowych krążków. O ile druga część wypadła w znakomitej atmosferze, tak że sam Mason wydawał się zaskoczony postawą niektórych fanów (np. pokazujących mu tatuaże zawierające motywy z twórczości Floydów), to podczas konferencji organizatorzy zdecydowanie popełnili błąd dopuszczając do głosu każdego, kto akurat przybył do Empiku. Nie mam nic przeciwko, aby akredytowani dziennikarze podzielili się z fanami możliwością rozmowy z Nickiem, ale jeśli tak ma być, to na jedynej słusznej zasadzie: ich pytania muszą mieć jakikolwiek sens! Niestety nie każdy ze zgromadzonych miał odpowiednie wyczucie sytuacji i tym sposobem wysłuchaliśmy np. nie wnoszącej nic opowieść jednego z fanów na temat projektu Blue Floyd (grupa grająca bluesowe adaptacje przebojów PF) oraz zobaczyliśmy występ troskliwego tatusia, który w imieniu kilkuletniej zawstydzonej córeczki zapytał Nicka o znajomość jej ulubionego zespołu - o którym zresztą nikt ze zgromadzonych, z biednym Anglikiem na czele, nigdy wcześniej nie słyszał. Na szczęście krążący po sali mikrofon trafiał również w ręce ludzi myślących i udało się poruszyć również sprawę promowanego wydawnictwa, a nawet ostatniego koncertu Live8 i związanej z nim reaktywacji zespołu w oryginalnym składzie.
„Zespołom rockowym udało się zrobić coś właściwego” – tak podsumował koncerty Live8. Temu wydarzeniu Nick poświęcił specjalne postscriptum dodane do polskiej edycji książki. Opowiada w nim jak doszło do reaktywacji Pink Floyd w oryginalnym składzie po ponad 20 latach. Szybko również rozwiał nadzieje fanów: „gdyby pojawiła się równie wielka okazja, to moglibyśmy pomyśleć o kolejnym koncercie”. W takim świetle przyznacie, że imprez w stylu Live8 mogłoby być więcej... tymczasem bardziej prawdopodobny dla Nicka wydawał się pomysł wspólnego tournee Floydów (wraz z żonami) po europejskich restauracjach – kolacja po ostatnim koncercie w Londynie bardzo miło zapisała się w jego pamięci. Usłyszeliśmy jednak zapewnienie że książka nie jest znakiem przedwczesnego przejścia na emeryturę, chociaż w ciągu najbliższych dwudziestu lat Mason ma zamiar zwolnić trochę tempo – co po chwili sprostował przez dowcip: „czyli grać wolniejsze utwory”.
„Jeżeli pisze się książkę o ostatnich trzydziestu, czterdziestu latach swojego życia, to muszą pojawić się takie momenty, których wolałbym, aby się nigdy nie wydarzyły. Pierwszym takim momentem, który przysporzył mi sporo smutku, była historia Syda, zwłaszcza jeśli chodzi o jego upadek i odejście od zespołu. Podobnie z odejściem Ricka po nagraniu płyty The Wall. No i oczywiście spór z Rogerem po płycie Final Cut”. Z kolei na pytanie, jakie byłoby Pink Floyd bez niego odparł: „pewnie znaleźliby jakiegoś lepszego perkusistę” – co oczywiście wywołało falę śmiechu wśród zgromadzonych. Cała impreza, mimo wpadek, upłynęła w bardzo miłej atmosferze, a szczególnie pozytywna wydała się sytuacja praktycznie kończąca konferencję, gdy Nick powiedział: „Polska to olbrzymie zaplecze naszych fanów i z przykrością muszę stwierdzić, że nie graliśmy tutaj nigdy...” - co spotkało się z automatyczną reakcją kogoś z publiczności: „zaproszenie jest wciąż aktualne!”.
Tadeusz Bisewski
