Rockaway

Pochodzą z Rzeszowa, tradycyjnej już mekki wszelkiej maści ciężkiego grania. Na przekór   trendom dominującym w tamtejszym środowisku muzycznym, oraz wbrew powszechnej w Polsce tendencji do sięgania po zachodnie modele grania (chodzi tu o stworzenie alternatywy wobec nurtu tzw. indie), zespół Rockaway podąża swoją własną ścieżką. Jest to ścieżka bycia maksymalnie oraz konsekwentnie swojskim, czyli po prostu polskim.

Młodzi muzycy postanowili stworzyć zespół po okresie spędzonym we wspólnym liceum, w gronie ludzi myślących podobnie o muzyce. Prawdziwych początków Rockaway można szukać już w 2001 r., wtedy bowiem zachodzą sprzyjające warunki do sformowania kapeli. Początkowo zespół grał instrumentalny rock'n'roll, wyróżniający się obecnością harmonijki ustnej, co plasowało tę muzykę na pograniczu bluesa. Z biegiem czasu na pozycji wokalisty odnalazł się Leszard Żukowski, dotąd grający na gitarze, zaś pozostały skład zespołu, po niewielkich perturbacjach, ustalił się następująco: na drugiej gitarze Maciej Altman, na basie Dominik Piłat, przy bębnach Mateusz Kilisiński, a na harmonijce Boguslav Salnikow.

Próba jednoznacznego określenia rodzaju uprawianej przez Rockaway muzyki jest niezwykle trudna. Muzycy sami definiują swój styl jako heavy-roll-big-beat. Jednocześnie zaś, to co można odnaleźć w ich muzyce sięga swymi korzeniami do lat 60tych i 70tych poprzedniego stulecia. Tym czymś jest oczywiście duch samego rock'n'rolla, który obecny jest w twórczości takich gwiazd polskiej sceny rockowej lat 80tych, jak Oddział Zamknięty czy Lady Pank. Rockaway, powołując się na tę tradycję, próbuje na nowo określić jej miejsce we współczesnym świecie. I nie są to próby skazane na niepowodzenie, o czym świadczy działalność takich kapel, jak Wolfmother, The Raconteurs czy The Darkness, ujawniająca pewien podskórny nurt mainstreamu, nurt rockendrollowego szaleństwa.

Do najważniejszych momentów z historii zespołu Rockaway należy rok 2006, kiedy to po długich miesiącach spędzonych w studiu nagraniowym, narodziła się pierwsza płyta zatytułowana "Brudna". Jednocześnie, koncertując po całej Polsce, zespół odwiedził już najdziwniejsze zakątki naszego państwa, a wszędzie, gdzie się pojawił, wzbudzał żywiołową reakcję tak na swoją muzykę, jak i otwarty styl bycia. Muzycy Rockaway osobiście stawiają na kontakt z publicznością. Często podkreślają, że nie są zespołem z ogłoszenia, lecz traktują siebie nawzajem jak rodzinę. A do tej wspólnoty zapraszają zarówno swoich fanów, jak również po prostu sympatyków rock'n'rollowego życia.

W obecnym, 2008 r., skończone są już nagrania do kolejnego krążka Rockaway. Gotowy materiał muzyczny czeka teraz na swojego wydawcę. Sami muzycy jednak nie spuszczają nogi z gazu rozpędzonej machiny rock'n'rolla i zapowiadają nieustanne koncertowanie. W tym napiętym terminarzu udało mi się namówić Dominika Piłata oraz Macieja Altmana na chwilę rozmowy. Oto, co opowiedzieli o swej muzyce oraz o tym, jak widzą swój zespół na tle polskiej sceny muzycznej.


Czym jest heavy-roll-big-beat?

Dominik i Maciej: Określenie heavy-roll-big-beat – wzięło się z potrzeby nazwania tego co gramy, gdy ktoś się pyta. Oraz po to, żeby nie mówić, pod kogo gramy, ponieważ gramy pod siebie. Zasadniczo ta nazwa łączy to, co można o nas powiedzieć: jak trzeba to jest heavy, roll bo się buja, big beat bo kochamy starocie.

Z pewnością często słyszycie pytanie o to, jak powstał Wasz zespół, ale ja może zapytam o to, co Was trzyma razem od 8 lat? Czy to tylko chęć grania muzyki czy coś więcej i dlaczego nazywacie to podejrzaną działalnością?

Dominik i Maciej: To chyba coś więcej niż granie, a nawet zdecydowanie więcej niż granie, bo spędzamy ze sobą zdecydowanie za dużo czasu i każdego z nas zespół już zepsuł [śmiech]. Podejrzana działalność,  bo wygląda na to że mamy swój własny sposób na wszystko, który definiuje nas często jako kompletnych wariatów. Nawet mówimy do siebie w taki sposób, że ktoś z zewnątrz, jeśli się nie zasymiluje, to może mieć trudności z komunikacją. Krótko mówiąc: kto miał z nami trochę więcej do czynienia a nie zwątpił, to wie. A co!

Wydaliście już pierwszą płytkę, jakie miała ona znaczenie dla waszego zespołu? Czy coś zmieniła? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Dominik i Maciej: Pierwsza płyta była dla nas, patrząc teraz z perspektywy czasu, nauką. Nauczyła nas w jaki sposób aranżować numery, czego unikać a za czym iść. Czy coś zmieniła? Z jednej strony, to nie. Poza tym, że była to TA pierwsza długogrająca płyta, co sprawia, że ma wartość sentymentalną, no i są tam fajne numery. Ale znów z drugiej strony, może coś jednak zmieniła, ponieważ już mamy za sobą jej nagranie, parę ludzi ma ją w swoich rękach i to jest pozytywne. Ale generalnie to co tu dużo gadać, jeśli już się przygotowała nowa płyta i czeka teraz na swoje 5 minut...

Nagrania do drugiego albumu zostały już zakończone, jaki zatem kształt przybrała na nim Wasza muzyka w porównaniu z poprzednim albumem "Brudna"?

Dominik i Maciej: Nowy album jest bardziej spójny w porównaniu do albumu „Brudna”. Jest to melodyjne gitarowe granie z wielka energią ukrytą w klimacie lat 60 -70. Podobno słychać, że się rozwijamy [śmiech]. Na nowej płycie generalnie chyba kompozycje są lepsze. Jeśli chodzi o brzmienie, to jest ono „starsze”, bardziej, dużo bardziej lampowe i oldskulowe. Tekstowo również mówi o ważniejszych rzeczach, chociaż podobnie jak „Brudna”, mówi głównie o relacjach między ludźmi. Jest trochę mniej wesoła, bo świat jednak nie jest jednobarwny, ale zawsze pojawia się wiele wątków, które nie zawsze się układają tak jak chcemy, i czasem rzeczy mają drugie dno.

Teksty piszecie wyłącznie po polsku, odżegnujecie się od anglosaskiego modelu grania, czy to znaczy, że czujecie się mocno zakorzenieni w polskiej tradycji muzyki rockowej?

Dominik i Maciej: Jesteśmy stąd więc dlaczego mielibyśmy udawać że jesteśmy kolejnym exportem z wysp? Mamy ich ostatnio wiele… Ale teksty nie są po polsku z przekory, czy czegoś tam, by pokazać jak tak bardzo odcinamy się od pewnych krótkotrwałych mód. Ale dlatego, że można w ten sposób dobrze przekazać swoje myśli, tak żeby każdy zrozumiał, o co chodzi. Żeby zapamiętał oraz by ten tekst został mu w pamięci. A jeśli chodzi o polską muzykę, to jasna sprawa, że jesteśmy zakorzenieni w tradycji, chociaż słuchamy różnych rzeczy, to jednak mamy tutaj takie kapele które śmiało mogłyby być kultowe na całym świecie, śpiewają po polsku i nikt tego nie chce naciągać pod coś innego, i niczego zmieniać bo i po co? Mamy swoje, róbmy swoje dalej, po swojemu!

Czego szukacie właśnie w polskiej muzyce, co chcecie przekazać tym, że tak organicznie jest ona związana ze stylem bycia waszego zespołu?

Dominik i Maciej: W Polskiej muzyce rock'n'rolowej można dopatrzeć się wielu szaleństw i to jest w niej najfajniejsze. A my, będąc w niej chyba już pełną gębą szukamy, w niej swojskości, tak? [śmiech] Jak to brzmi, ale coś to wyjaśnia! Jesteśmy po prostu na swoim podwórku, taki jest styl bycia zespołu, nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, nie chcemy być angielscy, zaszczepiać - jak to się mówi - na polskim gruncie tak bardzo ostatnio modnych trendów z wysp. Nie kombinujemy, jak być jeszcze bardziej oryginalnymi, bo łatwo przekombinować. Robimy wszystko po swojemu, taka kiełbasa, piwo i Rockaway [śmiech].

Jak zatem odnajdujecie się ze swoim pomysłem na granie w obecnej sytuacji na polskim rynku muzycznym? Czy może wypełniacie jakąś lukę?

Dominik i Maciej: Wypełniamy tą lukę, o której myśli się, że już znikła i nawet nie jest już luką. Są kapele, które są z pierwszej półki -  to te które zarabiają. Są kapele modne i bardzo przekonane o swojej "zajebistości" – to te które nie zarabiają, ale powszechnie się je komplementuje. Ale obie te półki łączy to, że są dla siebie, ludzie ich kochają, ale nie mają z nimi szans na jakiś bezpośredni kontakt. A my chyba wypełniamy tą półkę kapel, które bardzo chcą grać i grają, bo koncerty to nie tylko odegranie tego, co się ma w repertuarze, ale zabawa z ludźmi. Najlepiej do rana. Wbicie się gdzieś w gości, albo zaproszenie paru nowych osób do siebie, taki szwedzki stół musi być! Albo można i tak to określić, że przynosimy dużą porcję "garażowości" i nieładu pomiędzy to co ułożone i nadęte [uśmiech].

Karolina 'joisan' Guttek



[ Wróć ]