Milczenie Owiec

Milczenie Owiec to kompromis pomiędzy popową prezencją, a undergroundowymi treściami. Nawet ostre zagrywki Milczenie wykonuje w sposób lekkostrawny dla szerokiej publiczności. Teksty nie są banalne, chociaż bardzo przystępne. Wizerunek zaś, to widoczek wielce miły dla oka – taka zdolna, rozbrykana, polska młodzież.

Historia zespołu sięga początku 2002 roku, gdy połączone siły dwóch rozwiązanych kapel (Paragrafu 22 i Kanonu) wydają pierwsze dźwięki na domowych próbach. Powstaje pierwszy materiał, krystalizuje się skład: Ewa Wentland (wokal), Mateusz Sieńko – gitara, Tomek Cybula (bas) i Marcin Gdaniec (gitara). Poszukiwania perkusisty kończą się zaproszeniem do współpracy Radka Gieremka. Pierwszy koncert w pełnym składzie odbywa się w gdańskim klubie ‘Orbital’ w marcu 2003 roku. Okres kwiecień-październik to pierwsze sukcesy sceniczne, supporty znanych kapel i wyróżnienia na festiwalach. W listopadzie następuje rewolucja – Ewę na wokalu zastępuje Ola Wysocka, która posiada już doświadczenie, zdobyte w chojnickiej grupie Serce. Kolejne lato oznacza nowe sukcesy, m.in. Grand Prix na Mazurskiej Musicoramie Rockowej w Giżycku. Już w czerwcu udaje się podpisać upragniony kontrakt. Na początku 2005 roku Milczenie Owiec trafia do studia.

W czerwcu zeszłego roku zespół wydaje debiutancki album pt. Twarze. Składa się na niego bardzo kompromisowy materiał. Krążek mógłby osiągnąć niemały sukces komercyjny, gdyby ktoś zdecydował się w niego zainwestować troszkę wiecej promocji. Być może osiągnąłby status podobny do pozycji płyt grupy Łzy. Chociaż Milczenie nie wpycha nam takiej papki jak wymieniony wyżej zespół popowy, to sprzetaje swój, dużo cięższy, materiał z tą samą łatwością i skutecznie dociera do róznorodnego odbiorcy. Tak dla przykładu na krążku znajdujemy cover amerykańskiej gwiazdy show-buissnesu Madonny, szlagierowy Frozen, przeniesiony do polskiej, wręcz garażowej rzeczywistości, uzyskuje zupełnie nowe barwy, koloryt mocny i ujmujący. Z kolei promujący album singiel Cisza opiera się na solidnej podstawie rytmicznej, ozdobionej skromnymi, lecz stosownymi dodatkami, co tworzy efekt wyjątkowej równowagi pomiędzy artystyczna wymyślnością, a konsumpcyjną prostotą. Podobnie rzecz ma się w utworze Oni, po którym następuje Zew, a w nim melodia pięknie staje się sługą liryki. Teksty są wystarczająco intrygujące, by zainteresować i na tyle charakterystyczne, aby automatycznie wyczuć chociaż emocje, jeśli nie całą treść.

Album "Twarze" jest wypadkową całej dotychczasowej działalności zespołu, różnych pomysłów i składów (w tym również zmiana wokalistki i autorki tekstów). Krążek ten nie jest więc całkowicie spójny artystycznie. Dlatego też z ogromną ciekawością czekam na dalsze kroki zespołu. Nowy materiał jest już w drodze, a druga płyta będzie chwilą prawdy – jeśli wypadnie gorzej od debiutu, to będzie można zwątpić w możliwości tych ludzi. Na razie Milczenie trzyma obiecujacy poziom, czy wejdą wyżej? Wszystko zależy od nich, a wam w oczekiwaniu na nowy materiał proponujemy rozmowe z wokalistka Olą Wysocką. Wywiad miał miejsce 14 sierpnia 2005 roku w Szczytnie, podczas festiwalu HunterFest.


Zespół Hunter zaprosił Was na swój festiwal, jak oceniacie działalność i twórczość tej grupy?

Ola Wysocka: Wiadomo, że taka muzyka nie sprzedaje się w mediach. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem tego, że mimo komercyjnej nagonki, przez dwadzieścia lat, ten zespół osiągnął, wprawdzie nie medialny, ale wielki sukcesy. Jednocześnie trzymają się w swojej konwencji undergroundu. Mało kto ma na tyle zaparcia w sobie, żeby przez tyle czasu tworzyć razem muzykę taką, na która, tak naprawdę, jest wielki popyt. Wpadli też na pomysł, aby pomagać młodym zespołom, na przykład na stworzonym przez siebie festiwalu HunterFest. To jest godne podziwu. Bardzo nam się podoba to co robią i mamy nadzieję, że w przyszłości uda nam się osiągnąć to, co oni mają teraz.

Nazywacie się Milczenie Owiec – czy jesteście fanami twórczości Thomasa Harrisa?

Ola: Film bardzo nam się podobał. Książki pewnie nikt z nas nie czytał, więc nie będę się wypowiadała. Ale ekranizacja ma w sobie taki mroczny, specyficzny klimat i wprawdzie nie ma konkretnego związku między naszą nazwą, a ideą tego filmu, ale można ewentualnie coś wyszukać, związanego właśnie z jego klimatyczną aurą.

Nazwa zespołu, tytuł płyty „Twarze” oraz okładka z milczącymi posągami z Wysp Wielkanocnych – te elementy muszą mieć wspólną myśl.

Ola: Wiem, to dużo skojarzeń. Wyniknęło to bardzo spontanicznie. W pewnym momencie przyszłam z pomysłem na tytuł naszej płyty. Naszego perkusistę nagle olśniło i stwierdził, że są fajne posągi właśnie na Wyspach Wielkanocnych. Są tajemnicze, mroczne i zarazem nieodgadnięte, tak jak my i nasza twórczość. Ten motyw rzuca się w oczy, przez co płyta jest oczywiście bardziej wyeksponowana, a poza tym nutka właśnie takiego niedopowiedzenia jest na tej płycie. Ludzie myślą: „co to w ogóle jest?”, „co te posągi, kurcze, tutaj robią?”. Mimo tego, że tytuł jest „Twarze” i twarze są na okładce, to może nie doszukujmy się tutaj za mocnego związku między nimi.

Trudno jest wybić się młodym zespołom. Jaka była Wasza droga do wydania płyty i zaistnienia na szerszym rynku muzycznym?

Ola: To się już zaczęło zanim przyszłam do zespołu. Wtedy była inna wokalistka. Mieli już nagrane dwie płyty ‘demo’. Rozsyłali je do różnych rozgłośni radiowych i dziennikarzy. Jednemu z nich spodobała się nasza twórczość. To był Romuald Jakubowski z radiowej Jedynki. Myślę, że to akurat dosyć rozpoznawalna postać, prowadzi Rockową Listę Przebojów. Dużo osób, które przychodzą na nasze koncerty słucha tego programu. On był takim pośrednikiem pomiędzy zespołem, a wytwórniami do których zanosił materiał i tak udało się podpisać kontrakt z Pomatonem. Szybko się to wszystko działo. Szok wielki to był dla nas, że tak nagle nawiązaliśmy kontakt z dużą wytwórnią. Musieli oczywiście przyjechać i przesłuchać nas na żywo, żeby stwierdzić, czy przypadkiem komputer tutaj nie ma za dużo do powiedzenia, no ale jakoś się obroniliśmy.

Śpiewasz w tym zespole od listopada 2003. Prędzej śpiewała Ewa Wentland. Dlaczego doszło do zmiany wokalistki i w jaki sposób wpłynęło to na zespół?

Ola: To była widoczna różnica poglądów. Ewa miała inny pomysł na życie, chłopaki mieli inny. W pewnym momencie stwierdzili, że nie ma sensu tego kontynuować, bo jest to dla nich katorgą. Bo jeżeli ludzie nie potrafią w zespole się zrozumieć, to niestety trzeba coś wybrać i wybrali bardzo odważnie, bo zmienili wokalistkę, czyli tą osobę, która jest pewnym wizerunkiem zespołu. No i praktycznie było tak, że już po dwóch tygodniach zostało nagrane ‘demo’ ze mną na wokalu. To była bardzo szybka akcja.

Płyta „Twarze” składa się z utworów, które towarzyszą Tobie właściwie od początku. Czy nie spowszedniały Ci te piosenki?

Ola: Chłopakom bardziej na pewno niż mi, bo oni, Mati i Marcin, wcześniej byli w formacji Paragraf 22, która wygasła po wydaniu pierwszej płyty i doszło do tego, że oni, ze zgliszczy tych kawałków, które jeszcze nie były nikomu przekazane, zaczęli tworzyć Milczenie Owiec. Teraz jesteśmy już w trakcje robienia nowych kawałków.

Jak wygląda u Was proces komponowania? Kto jest odpowiedzialny za muzykę, kto za teksty? Jak to wygląda w praktyce?


Ola: Głównym kompozytorem jest Mateusz. Teraz, na drugą płytę, chce komponować także Marcin – nasz drugi gitarzysta – on ma też kilka pomysłów na to, jak ma ona wyglądać. Ja od czasu, jak przyszłam do zespołu, zajęłam się pisaniem tekstów. Właściwie połowa kawałków jest moja, bo druga połowa już miała teksty jak się pojawiłam. To zadanie już mi chyba zostanie, bo po prostu lubię pisać. Mam już nawet pomysły na nowe teksty.

Aranżacje utworów na płycie różnią się od tych wersji, które słyszeliśmy na publikowanych wcześniej ‘demówkach’. Są bardziej dopracowane...

Ola: Na pewno bardziej są wypieszczone, niż w wersji ‘demo’, bo wiadomo, że pierwszą płytę nagrywa się raz w życiu, więcej takiej szansy nie ma. Trzeba wszystko ładnie dopieścić, żeby to miało ręce i nogi. Oczywiście zawsze mogło by być lepiej, zawsze zabraknie kilku dni, zawsze to brzmienie nie jest takie jak byśmy chcieli osiągnąć, ale jesteśmy zadowoleni z efektu tej płyty.

Na płycie cover Madonny („Frozen”). Czy ta artystka szczególnie Was inspiruje? Dlaczego zdecydowaliście się na ten utwór?


Ola: Madonna jest kontrowersyjną kobietą, bardzo dużo szumu zrobiła na światowym rynku muzycznym, jest to kobieta odważna. Poza tym ma bardzo dobre kompozycje i właśnie Frozen pasował nam najbardziej. Zrobiliśmy z tego pysznego utworu bardziej metalowy kawałek. Ona zainspirowała nas z racji swojej osobowości oraz właśnie przez stworzenie tak genialnego utworu jakim jest Frozen. Myślę, że ma on fanów nie tylko wśród ludzi słuchających muzyki rozrywkowej – wielu rockmanów również lubi ten utwór.

Dużo festiwali w ciągu tych ostatnich dwóch lat. Trochę sukcesów, np. pierwsze miejsce w konkursie giżyckiej Musicoramy. Myślisz, ze to Wam również pomogło w promocji?


Ola: Każdy festiwal bardzo pomaga w promocji zespołu, widzimy to, czujemy to na własnej skórze. Ponieważ nie ma takiej muzyki ciężkiej, rockowej w mediach, to trzeba trochę od innej strony zacząć promocję zespołu. Nie od góry, od wytwórni, lecz właśnie od młodzieży, ludzi którzy chodzą na koncerty, interesują się tą muzyką i takie przeglądy pomagają w zdobyciu nowych fanów. Czasami takie przedsięwzięcie zdobywa uznanie medialnie, przyjeżdżają rozgłośnie radiowe, patronują telewizje regionalne i czasem nie regionalne, więc warto grać na przeglądach.

A nie boicie się na takich imprezach konkurencji?


Ola: Nie. Konkurencja tylko mobilizuje. Nie można się bać konkurencji, bo jeżeli się boisz konkurencji, to już przegrałeś. Trzeba być przede wszystkim pewnym siebie, a zarazem dobrze się bawić. Również pomyśleć sobie, że jednak jest jakiś poziom i trzeba dorównać, a najlepiej to go przeskoczyć.

Tadeusz Bisewski

| More


[ Wróć ]