Judy 4

Każdy, kto lubi muzyczne eksperymenty, nie powinien przejść koło nich obojętnie. Swoją muzyką hipnotyzują, wprawiają w nieziemski trans, tak że ciarki przechodzą po plecach. Jak sami przyznają, są jak puzzle, które dopiero po połączeniu kilku elementów tworzą jednolitą całość. Mowa o Judy 4, białostockim zespole, który z powodzeniem zauroczył i mnie.


Judy 4 powstało w 1998 r, po uzupełnieniu wcześniejszego składu przez 3 kolejne osoby. To co tworzą, nie mieści się w żadnych sztywnych ramach, gdyż w swej twórczości łączą bardzo wiele gatunków. Znajdziemy tam to co najlepsze z alternatywy, progresywnego rocka, gotyku, elektroniki, jazzu i muzyki etnicznej. Znajdziemy tam zmysłowy psychodeliczny saksofon, wprowadzający klimat niczym z "Zagubionej autostrady", diabelski szept, wspaniałe progresywne gitary i klawisze. Odnajdziemy tam niepokój i ludzkie tęsknoty, zagubienie w tym świecie.
 

Na swoim koncie maja wiele nagród, a rozpoczęli od wygrania festiwalu Zgrzyty. Nagrali płytę, pojawiali się w radiu, tv i prasie. W 2002 r. zarejestrowali materiał na drugą płytę, która ukaże się w październiku. Swój teledysk do utworu "Skull" zaprezentowali na Yach Film Festiwal 2003. w ostatnim roku wystąpili na kilku festiwalach: m.in. Rock-Trans-Misja w Gołdapi, gdzie zdobyli pierwszą nagrodę, Przystanku Olecko (trzecia nagroda), Basowiszcza i Musicorama. Na tym ostatnim udało mi się zamienić słowo z członkami zespołu, czego skutek widoczny jest poniżej.


Jak się narodziło Judy 4 i skąd taka nazwa?

Adrian Kaczan: Zespół istnieje praktycznie od dziesięciu lat, ale w obecnym składzie mniej więcej od pięciu. Zaczynaliśmy grać we trójkę tzn.: ja (key), Paweł (git) i Krzysiek (dr), potem dołączyli do nas Andrzej (bas) następnie Klaudiusz (sax i klarnet) i Adam (voc). Nazwę zaproponował swego czasu Klaudiusz. Jest bardzo enigmatyczna wiec bez wahania ją zaakceptowaliśmy. Judy 4 - to list św. Judasza Apostoła werset czwarty, ale nie tylko…

Istniejecie 5 lat, nagrywacie teraz drugą płytę. Jak wam się to udało w kraju, gdzie tak trudno wypromować swoją muzykę?

Andrzej Zieniewicz: Przede wszystkim fakt, że jesteśmy cały czas razem i wspólnie pracujemy nad płytami, wpływa na naszą determinację w działaniu. Nagrania wydajemy własnym sumptem toteż nie jest to jakaś wielkonakładowa produkcja. Wszystko robimy sami, począwszy od spraw związanych z promocją, nagrywaniem czy koncertami. Pierwszy album znajduje się w katalogu dystrybucyjnym firmy Vivo, natomiast druga płyta, zostanie wydana na przełomie września i października. Raczej będzie dostępna wyłącznie w internecie i oczywiście na koncertach. Co do ceny, to z pewnością będzie bardzo przystępna i już teraz możemy ją określić w granicach około 15 zł za nośnik.

Adrian: Wszelkie pieniądze, jakie uzyskujemy, czy to za płyty czy za koncerty, idą do jednego zespołowego worka i przeznaczamy je na nagrania lub zakup sprzętu. A grać przecież musimy... to taka wewnętrzna potrzeba, a może nawet uzależnienie, które trzeba cały czas "dokarmiać".

Producentem waszej pierwszej płyty był Tadeusz Sudnik, współpracujący ze znanymi muzykami sceny jazzowej. Jak doszło do tej współpracy i jak ona przebiegała?

Andrzej: Skontaktowałem się z Wojckiem z zespołu Za Siódmą Górą i chciałem żeby on się tym zajął. Niestety, wtedy dopiero kompletował studio i po prostu nie był jeszcze gotowy. Poprosiłem więc, by polecił nam kogoś ciekawego, kogoś kto ma nietypowe podejście do muzyki, produkcji. Polecił nam właśnie Tadeusza Sudnika, któremu wysłaliśmy na próbę materiał z koncertu. Nie przypuszczaliśmy nawet, że się zgodzi, ale spodobała mu się muza i koniec końców wyprodukował nas za naprawdę niewielkie pieniądze, za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni. Zresztą spotkanie z takim człowiekiem jest niesamowitą sprawą. Tadeusz jest dość znaną postacią zwłaszcza w światku awangardowym i jazzowym. Współpracował m.in. z Tomaszem Stańko, Dom Um Romao (Wheather Report), Gary Thomas’em, Helmutem Nadolskim. Płytę wyprodukował według prywatnej wizji, dlatego można śmiało stwierdzić, że jest dość nietypowa, jak na polski rynek.

Adrian: Nagrywamy live, bez rozbijania na poszczególne instrumenty. Dogrywany jest tylko wokal i dęciaki. Dlatego całość, nasze płyty, brzmią właśnie w ten specyficzny sposób.

Skąd czerpiecie inspirację i pomysły? Jak wygląda u was proces twórczy?

Adrian: Jeśli chodzi o pomysły, to po prostu przychodzimy na próbę i improwizujemy. Często zależnie od tego, w jakim jesteśmy humorze takie numery nam wychodzą. Właśnie dlatego nasze płyty nagrywamy live, aby uchwycić ten specyficzny klimat wspólnego tworzenia, improwizacji. Sprawa wzorców muzycznych jest również dość zawiła, bo każdy z nas słucha praktycznie czego innego.

Paweł Sobolewski: Nie mamy takiego jednego zespołu, który moglibyśmy naśladować, grać covery, wzorować się.

Andrzej: Słychać to nawet w samej muzyce. Jest tam wiele wątków, ale brak jednego sprecyzowanego. Zresztą, kiedy Bartek Chaciński pisał w "Machinie" o naszej pierwszej płycie również nie był w stanie określić tego, co gramy. Nam nie chodzi o zaszufladkowanie się w kierunku jednego stylu. Jesteśmy dość specyficzni, jeżeli chodzi o brzmienie, aranżację utworu, pomysły. To czyni nas rozpoznawalnym zespołem.

W październiku ukazuje się wasza druga płyta. Możecie coś o niej powiedzieć?

Andrzej: Płyta nosi tytuł "Verte" i jest zdecydowanie bardziej rockowa od jedynki. Oczywiście w dalszym ciągu to Judy 4, bez dwóch zdań. Myślę, że śmiało będzie mogła stanowić podkład do jakiejś psychodelicznej mrocznej sztuki teatralnej. Najważniejsze jest chyba to, że udało się nam uchwycić na niej tzw. ducha zespołu. Poza tym jest autentyczna do bólu. Aha... załączymy do niej również clip.

Graliście ostatnio na festiwalu Basowiszcza. Jak wam się podoba idea festiwalu i jak wam się tam grało?

Adam Bogusłowicz: Nas interesuje tylko muzyka. Wystąpiliśmy i było świetnie. Graliśmy na samym końcu, bardzo późno w nocy, i naszym zdaniem ten koncert był taką kropką nad i, doskonałym zwieńczeniem imprezy. Sam festiwal zresztą w ciągu ostatnich lat zmienił się nieco, ale bądź co bądź było super. Publika też dopisała.

Wasz największy sukces?

Adam: Naszym największym sukcesem jest to, że ciągle jesteśmy ze sobą, gramy razem mimo wielu przeciwności. Sukcesem jest, tworzyć muzykę, którą można przyrównać do tkaniny typu patchwork. Składa się ona z różnych wycinków materiału: jeansu, jedwabiu, czy sztruksu. Powstaje wspaniały, dziwny koc, który ma niepowtarzalny wzór. Taka właśnie jest nasza muzyka, nasza idea i tacy są ludzie w tym zespole. Tak jak puzzle.

Adrian: Oczywiście to, że gramy razem jest tylko polową naszych spotkań, ponieważ jesteśmy przyjaciółmi i spotykamy się także "pozamuzycznie".

Czy w związku z wydaniem płyty planujecie jakąś trasę?

Adrian: Jeżeli chodzi o trasę, to musimy pozyskać sponsorów, by przynajmniej pokryć koszty transportu. Koncerty oczywiście będą. Planujemy pojawić się w kilku ciekawych miejscach.

Jakieś inne plany na przyszłość?

Adrian: Ciągle powstają nowe utwory... W pewnym sensie mamy przygotowany materiał na trzecią płytę. Jak byśmy się sprężyli możemy ją nagrać nawet teraz. Do wrześniowego numeru magazynu "Dlaczego" zostanie dołączona płyta z nagraniami "live" utworów "The Chase" i "Do it". Materiał został zarejestrowany na koncercie laureatów festiwalu "Fiesta Borealis".

Andrzej: Nie gonią nas na razie kontrakty, sława. Zresztą cześć z tego premierowego materiału będziemy już grać na jesiennych koncertach, przygotowując publiczność. Kolejna płyta będzie nieco inna od poprzednich, bardziej "lajtowa", jazzowa. Planujemy też współpracę z TV Białystok i nagranie DVD, bo jak wiesz nasze koncerty urozmaicamy wizualizacjami i tańcem, więc taki projekt mógłby wyjść ciekawie. Co do koncertów to nawiązujemy kontakty z innymi kapelami grającymi w podobny sposób. Będziemy starać się zorganizować wspólne występy, wspierać się. W związku z promocją Verte powstaje również nasza nowa strona internetowa, która już wkrótce będzie dostępna.

Dziękuję za rozmowę, z niecierpliwością czekamy na drugą a potem i trzecia płytę.

Judy 4: Super, dzięki również.

Jadwiga 'harpe' Wawrykiewicz

 

[ Wróć ]