More [1969]
Francuski reżyser Barbet Schroeder zaproponował Pink Floyd całkiem spore wynagrodzenie za stworzenie muzyki do filmu pt. More. Jak wspomina David Gilmour, pozwoliło to po raz pierwszy zarobić muzykom więcej niż technicznym. Mimo licznych zobowiązań koncertowych w tamtym okresie, zespół znalazł tydzień, aby zarejestrować ten soundtrack. Z powodu szybkiej organizacji sesji, nie zdążono zaprosić do studia Normana Smitha, ani żadnego innego realizatora, dzięki czemu otrzymaliśmy pierwszy krążek "produced by Pink Floyd", co przeszło do zwyczaju zespołu.Być może właśnie wtedy Roger stał się liderem grupy. To on tak na prawdę przygotował na tę płytę piosenki (np. Green Is The Colour, Cymbaline), podczas gdy reszta zespołu ograniczyła się do instrumentalnych improwizacji i kolaży dźwiękowych. Panuje tu straszny chaos, nawet gatunkowy. Obok awangardowo-jazzowych eksperymentów (Up The Khyber) przechodzimy od delikatnych ballad (Crying Song), przez blues (More Blues), aż do hard rocka (The Nile Song). Całość okazała się nieświadomym strzałem w dziesiątkę. Oprócz zaskakującej popularności, jaką zdobyła płyta, muzykom udało się coś ponadto - stworzyli dźwiękowe ilustracje idealnie pasujące, a wręcz uzupełniające, sceny filmowe. Panuje opinia, że ta muzyka dużo lepiej prezentuje się w filmie, niż na płycie, ale chociaż film został już dawno zapomniany, to muzyka jest nadal żywa.
Pozostała jeszcze kwestia wymowy filmu, a historii Barretta. Obraz wprawdzie potępiał tzw. twarde narkotyki, lecz jednocześnie zachęcał do używania marihuany oraz LSD. To drugie często było uważane za niegroźne, lecz zespół pamiętał przygody Syda z tym narkotykiem. Możliwe, że muzycy nie byli jeszcze wtedy w pełni świadomi tego, co działo się z ich kolegą, a prace nad More potraktowali jako zwyczajny dobry zarobek.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|
