Radio Bagdad

Od 2004 roku istnieją na trójmiejskiej scenie muzycznej. Coraz częściej rozpoznawani, częściej wychodząc ze swoją muzyką poza tereny Pomorza, Radio Bagdad postarało się, by ich twórczość można było usłyszeć nie tylko na koncertach. Wydanie debiutanckiego albumu to szansa na większy prestiż, na oficjalne zaistnienie w  rynku muzycznym.

Co zatem proponuje światu gdański zespół? "Radio Bagdad to połączenie energii, wokalnych melodii i kontestacji. Wypracowana dewiza – oszczędność formy i maksimum ekspresji, najlepiej uwydatnia się na koncertach. Zespół stylistycznie oscyluje na granicy rocka i punka" -  można przeczytać na stronie internetowej zespołu. Tyle że przeczytać, a przeżyć to dwie różne rzeczy. Radio Bagdad należy do tego gatunku grup muzycznych, na których występy można iść bez obaw, w ciemno. Oczywiście zaopatrzywszy się przedtem w wygodne obuwie, by móc śmielej fikać pod sceną. Wystarczy bowiem wejść do klubu, gdzie zaczyna grać Radio Bagdad, a już wkracza się w tłum roztańczonej, rozśpiewanej wraz z wokalistą publiczności. Obojętność nie przejdzie – albo ich polubisz albo przeciwnie.

W skład tria wchodzą Sielak (wokal, gitara i teksty), Dzik (bas i drugi głos) oraz Majones (perkusja i głos okazjonalnie). Jak do tej pory nagrali trzy płyty demo i zagrali ponad kilkadziesiąt koncertów. Nakręcony w 2006 roku teledysk do piosenki "Epigon" emitowany jest w stacji muzycznej 4funTV. Można go również znaleźć w wielu portalach internetowych. Dzięki kontaktom, jakie młodzi muzycy nawiązywali podczas długich tras, rozpoczęły się rozmowy z wydawcą na temat debiutu płytowego. Oczekiwana, dopieszczona, pełnowartościowa porcja dźwięków spod znaku punk rock ukazuje się na początku maja 2007 roku. Z tej okazji  poprosiliśmy zespół, by opowiedzieli o swej historii, miejscach, podróżach oraz oczywiście – o muzyce i ukazującym się właśnie albumie.


Radio Bagdad zaprosiło mnie do swojej sali prób, gdzie miałam możliwość skonfrontować impresje koncertowe z rzeczywistością pozasceniczną. Zaraz przy bramie wjazdowej do kompleksu hurtowni napotkałam Dzika i Sielaka, chwilę później doszedł Majones. Zaczęłam od pytania o miejsce, w którym się spotkaliśmy. Miejsce owo miało bowiem charakter wręcz idealnie pasujący do rodzaju muzyki tworzonej przez Radio – wokół palety, stosy drewien poukładanych w piramidki, meble ogrodowe, pełen industrial, oraz tajemnicze zejście w głąb podziemi betonowego budynku, kryjącego w sobie ciekawą niespodziankę.

Sielak: W tym miejscu kiedyś wybudowano kilka sal prób. Dokładnie jest ich sześć. Na mapie rockandrollowej Gdańska to znany punkt, mekka wręcz. Oprócz nas w tej samej sali ma próby Pawilon, obok gra Kevin Arnold.

Majones: Ze znanych to jeszcze Message, Majestic, kiedyś Mr Caco, a nawet Behemoth [śmiech].

Sala prób Radia Bagdad to pomieszczenie doskonale oddające klimat tkwiący w potencjale muzycznym zespołu. Sprzęt grający, często tylko w niekształtnych kawałkach, reminiscencjach z przeszłości,  dyplomy za różne festiwale wiszące na obdrapanej ścianie, plakaty i ciekawe wycinki z gazet. W tle muzyka The Clash. Właśnie, nazwa, skąd zatem Radio Bagdad?

Sielak
: Gdy zaczynaliśmy grać we trzech, to nie było jeszcze nazwy. Była jakaś taka, niezbyt pasująca nam wszystkim. A dlaczego Radio Bagdad? Bo dobrze brzmi [śmiech]. Jest taka restauracja w Łodzi, Bagdad Cafe.

Majones: Pewna znana pani, Patti Smith, zrobiła piosenkę o tytule „Radio Bagdad”. Myślę jednak, że nazwa sama do nas przylgnęła, i tak już zostało.

Pamiętam kilka koncertów Radia, które rozpoczynały się mocnym akcentem syreny alarmowej.  Czy i sam początek historii zespołu, to równie spektakularny akcent?

Majones: To było tak, że znalazłem Sielaka poprzez ogłoszenie w Anonsach. Graliśmy wtedy w tej sali, w innym składzie, trochę inny rodzaj muzyki. W toku prób okazało się, że ten projekt nie wypali. Przeniosłem się do innej sali. W tym czasie Konrad (Sielak – przyp.red.) poznał się z Krzyśkiem (Dzikiem – przyp.red.), również przez Anonse [śmiech].

Sielak: Brakowało nam sensownego bębniarza. Przewinęło sie dwóch takich, ale to nie było to. Naturalnym więc było, żeby Robert (Majones – przyp.red.) zaczął z nami grać.

Gdyby zastanowić się nad innym aspektem początków, zawsze zaczyna się od fascynacji muzycznych. Potem albo się je weryfikuje w toku szlifowania własnego talentu, albo pozostaje się wiecznym epigonem. Czy to, jak wygląda twórczość Radia Bagdad, to wynik świadomych decyzji w doborze stylistyki?

Sielak: Na początku, gdy zaczynaliśmy wspólnie grać, nie mieliśmy takiej koncepcji, że musimy grać to, i tylko to wyłącznie, podłóg jakiegoś tam innego zespołu. Ale by grając we trójkę znaleźć  wspólny mianownik. Na pewno wszyscy razem słuchamy szeroko pojętego rocka, ale każdy z nas odbiega w nieco inne rejony. Jest parę zespołów, którymi się inspirujemy i które podobają się wszystkim. Z pewnością jest nim The Clash, który słychać teraz w tle, oraz kupa innych grup, które znamy, słuchamy i pogłębiamy. Każdy z nas ma konkretną osobowość muzyczną, i ona się jak najbardziej ujawnia w tym, co gramy.

Dzik: I mamy nadzieję, że nadal będzie się ujawniać.

Sielak: Tak się fajnie złożyło, że każdy z nas zagospodarowuje taką część muzyczną, która nie musi mocno nachodzić na drugą osobę. Oczywiście, każda próba istnienia zespołu to są wieczne kłótnie, ale nie dotyczą one kwestii podstawowych.

Działalność w branży muzycznej to też kontaktowanie się z wieloma różnymi ludźmi, wyjazdy, tygiel kulturowy, oddech innym klimatem. Czy odnajduje swój wyraz w twórczości Radia Bagdad?

Sielak: Będąc w Londynie któryś już rok z rzędu nigdy nie wpadłem w jakieś środowisko muzyczne. Co prawda, zdarzyło mi się tam jamować z kimś na gitarkach akustycznych, ale to nie było mocne wpadnięcie w pewien klimat. Myślę, że w warstwie tekstowej dałoby się doszukać doświadczeń londyńskich. Przez to, że spędziłem tam tak dużo czasu, słuchając sporo brytyjskiej muzyki. Zresztą, to chyba u nas da się wyczuć, że więcej mamy wspólnego z Wyspami Brytyjskimi niż Stanami.

Teksty kontestujące rzeczywistość to wizytówka Radia Bagdad. Zaangażowane w aktualne problemy społeczne, o jednoczesnym rysie uniwrsalnym. Jak wygląda praca nad tekstem w wykonaniu Sielaka?

Sielak: Mam po prostu kontestującą naturę. Sam fakt kontestowania nie jest zamierzony, wypływa raczej ze sposobu w jaki patrzę na świat. Treść zawarta w każdym tekście jest przemyślana od a do zet.

To Sielak pisze wszystkie teksty, zatem reszta zespołu nie ma wpływu na wartości w nich zawarte?


Majones: Nie, bo on nas bije. [śmiech]

Sielak: Tylko po koncertach. [śmiech] Myślę, że gdy mocno oponują, gdy któryś tekst im się nie podoba, to dochodzimy do porozumienia.

Wydanie debiutanckiej płyty to wielkie wydarzenie w życiu młodego zespołu. Wiąże się z nim spory nakład pracy, godzin poświęconych szlifowaniu utworów w studiu, cały proces dochodzenia do momentu, w którym gotową płytę można wziąć do ręki, otworzyć pudełko, włożyć krążek do czytnika i just push play.

Sielak: Marzeniem każdego muzyka jest wydać swoją płytę, a potem ruszyć w trasę z promocją. Ale w naszym przypadku to nie było tak, że nagraliśmy jakiś materiał, rozesłaliśmy do dziesiątków wydawców i byliśmy bardzo przejęci, że nikt nie chce tego wydać. Myślę, że to był naturalny proces. Chwila w której zaczęliśmy nagrywać płytę wynikła w tak dobrym momencie, że byliśmy rok po ukazaniu się demówki, która jakoś sensownie zabrzmiała, skompletowaliśmy parę dodatkowych numerów i to był idealny materiał na album. Nigdy nie było takiego momentu, w którym byśmy stwierdzili: "Łojezu, gramy ze sobą już tyle lat, a nikt nas nie chce wydać" i ta płyta to jakieś nieosiągalne marzenie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o pewne etapy w rozwoju zespołu, to wszystko dziwnie szybko idzie... [gremialny uśmiech]

Majones: Odnośnie nowej płyty...

Sielak: Pierwszej płyty.

Majones: Pierwszej nowej płyty [śmiech], wychodzi ona 14 maja 2007. Znajdują się na niej utwory z dema roku 2006.

Dzik: Oraz nowe lepsze [śmiech].

Majones: Album ma już nazwę: Słodkie Koktajle Mołotowa. I co tu dużo mówić, piosenki melodyjne, trzeba tylko posuchać.

Ile będzie numerów na albumie?

Majones: Dwanaście. 39 minut 44 sekundy muzyki. Standard.

Wydanie albumu, a co potem? To chyba nie jedyne zamiary zespołu?

Majones: Chcemy koncertować. Na następny rok planujemy kolejną płytę, trzeba pójść za ciosem.

Dzik: Nic sie nie zmieni, analogicznie jak w zeszłym roku, tyle że ostatnie demo było w marcu, teraz album w maju. Później podobnie.

Zamiar rok po roku zdobywania i podbijania świata?

Dzik: Tak. To nasze hasło. [śmiech]

Majones: Do tego potrzebny jest też transport. Trwają starania o samochód. A wtedy to świat (hehe...) będzie nasz, - będzie można wyruszyć w trasę nie tylko w Polskę, ale na przykład, za zachodnią granicę. Nic nie jest niemożliwe.

Sielak: Do tego, by móc wyjechać za granicę trzeba znaczyć coś już tu. Problem tkwi w tym, że zagranica nie śpiewa po polsku. Ani nawet nie mówi. Moglibyśmy pojechać do Londynu, do Polaków tam mieszkających. Potrzebny jest jednak ktoś, kto zorganizowałby taką imprezę. Ale patrząc na to z innej perspektywy, jest mnóstwo zepsołów hardcorowych, które jeżdżą po świecie, grając za stawkę zerową, zwrot benzyny, jedzenie i spanie. Ameryknie podróżują w ten sposób po Europie, zwiedzają i przy okazji grają koncerty. To pewien model życia, ciągle w trasie. Nic sie na tym nie zyskuje, poza zbieraniem doświadczenia. Gdyby nam udało się kiedyś coś takiego, to byłoby całkiem fajnie.

Co powie zespół na zakończenie?

Sielak: Zapraszamy na koncerty w maju i czerwcu. Na koncertach można będzie nabyć płytkę, i nie tylko. [śmiech] Szczegóły na naszej stronie internetowej www.radiobagdad.art.pl.

Wszyscy: I pozdrawiamy!

Dziękuję za rozmowę.

Karolina 'joisan' Guttek

| More


[ Wróć ]