Abraxas: historia zespołu
17 maja (2004 r.) w bydgoskiej Filharmonii, na wspólnym koncercie z IQ wystąpiła legenda rodzimego rocka progresywnego - Abraxas. I choć, jak dowiedziałem się od Marcina Błaszczyka, klawiszowca zespołu, na reaktywację przyjdzie nam jeszcze z pewnością poczekać (nie wiadomo czy w ogóle do niej dojdzie - podobno całą nadzieję zespół pokłada w fanach), uznałem, że to dobry moment na przypomnienie dotychczasowej działalności Abraxas.Wszystko zaczęło się 29 września 1987 r. Wtedy to dwaj bydgoscy licealiści, Adam Łassa oraz Łukasz Święch znaleźli odpowiednią nazwę dla zespołu, który tworzyli. Abraxas - jest to słowo kabalistyczne (wyjaśnienie tego terminu u dołu strony), którym gnostycy oznaczali Istotę Najwyższą. Nazwa naszego zespołu wyraża pewien specyficzny dualizm. To rodzaj walki sprzeczności - dobra ze złem, miłości z nienawiścią, szaleństwa z milczeniem. Czyli są to dwa drastycznie różniące się bieguny, ale jednocześnie wypełniające się - tłumaczył Adam Łassa w wywiadzie dla magazynu "Wiedza Tajemna".
Zespół rozpoczął działalność koncertową, również na wszelakiego rodzaju przeglądach rockowych. Pojawiły się cenne nagrody i wyróżnienia. Wszystko wskazywało więc na to, że Abraxas ma przed sobą wielką karierę. Niestety pogłębiający się kryzys w kapeli właściwie niedługo po starcie doprowadził do rozpadu. Na szczęście po dwóch latach przerwy, w 1991 roku, Abraxas został reaktywowany. Do Adama Łassy oraz Łukasza Święcha dołączyli muzycy grający dotąd w zaprzyjaźnionych grupach - Mikołaj Matyska (perkusja), Krzysztof Pacholski (klawisze), Rafał Ratajczak (bas) oraz Radek Kamiński (gitara klasyczna). W tym składzie rozpoczęły się prace nad pierwszymi utworami.
"Zamknęliśmy się w piwnicy Mikołaja na kilka tygodni i nikt nie miał do nas dostępu. Wierzyliśmy tylko w siebie i muzykę, którą tworzymy. Wierzyliśmy w naszą szczęśliwą gwiazdę i godzinami rozprawialiśmy o tym co i komu jeszcze udowodnimy. To wtedy powstał Tarot, Tabula Rasa i inne znane utwory Abraxas. Wspomniane kompozycje zostały ciepło przyjęte przez fanów, których z dnia na dzień przybywało..."
Zespół został zauważony przez cenionego dziennikarza radiowej Trójki, Tomasza Beksińskiego, który odtąd stał się jego najwierniejszym fanem. W wywiadzie dla "Tylko Rocka" Adam Łassa mówił - Tomasz Beksiński był dla Abraxas jak podróżnik, który dociera do nieznanego lądu i odkrywa przed światem jego wyjątkowość. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że On nas odkrył medialnie, przez co nasza muzyka pojawiła się w eterze i sercach wielu ludzi. Dla mnie osobiście był kimś w rodzaju mentora, który pokazał i pomógł pokochać muzykę, o której istnieniu nie miałem pojęcia. Myślę, że nie popełnię nadużycia jeśli powiem, że gdyby nie On, to muzyka Abraxas byłaby inna, jeśli w ogóle by była.
Ogromne znaczenie dla rozwoju zespołu miały dwa koncerty, które odbyły się przełomie marca i kwietnia 1992 roku w Bydgoszczy - w sali Pałacu Młodzieży oraz w klubie Beanus. Zgromadziły one tłumy słuchaczy zainteresowanych nietuzinkową twórczością Abraxas. Następnie przyszedł czas na koncert w bydgoskim radiu. Wydawało się, że najgorsze grupa ma już za sobą. Potwierdziły to występy: w lipcu na słynnym festiwalu w Węgorzewie, a miesiąc później na żywo w studiu radia PIK. Zimą doszło jednak do kolejnego rozłamu - wtedy to powstał zespół Anyway, a Abraxas przestał istnieć. Prawdziwy cios nadszedł w lipcu 1993 roku, kiedy to w wypadku samochodowym zginął Radek Kamiński... To mogło oznaczało definitywny koniec Abraxas.
Jednak los po raz kolejny okazał się być łaskawy dla Adama Łassy, który, z pomocą muzyków Anyway, doprowadził do kolejnej reaktywacji kapeli. Nowy skład przedstawiał się następująco: Adam Łassa (wokal), Szymon Brzeziński (gitara), Marcin Mak (perkusja), Marcin Błaszczyk (klawisze) oraz Oleg Bałtaki (bas) który wkrótce został zastąpiony przez Rafała Ratajczaka.
Rok 1995 był czasem ciężkiej pracy i docierania się grupy. Przełomem okazał się rok następny. Zespół związał się wtedy z Januszem Korbińskim, dzięki któremu wydanie debiutanckiej płyty nareszcie stało się możliwe. Tuż przed tym wydarzeniem zespół wystąpił na I Festiwalu Muzyki Progresywnej w Warszawie, gdzie zgodnie został okrzyknięty jego gwiazdą... Wreszcie nastał październik. Miesiąc, w którym na rynku pojawił się długo oczekiwany album. Już sama okładka mogła zaintrygować. Pożółkłe, uschnięte liście na tle błękitnego nieba. I jeszcze tekst: "...Cykl obraca się. Narodziny, dzieciństwo pełne duszy, Uśmiechów niewinnych i zdrady...", który wiele osób niesłusznie uznało za tytuł. To jest taki tytuł - nie-tytuł. Miało to być motto, a nie faktyczny tytuł. - wyjaśnia Marcin Błaszczyk ("Gazeta Łódzka"). A muzyka... jeśli wolno mi pozwolić sobie na odrobinę prywaty, to bez wątpienia najwspanialsza płyta mojego życia. Nic więcej tu nie napiszę - zamiast tego odsyłam do recenzji.
Płyta została doskonale przyjęta przez fanów. Konsekwencją tego były wspaniałe koncerty, jakie zespół zagrał w tamtym okresie. Występował u boku tak uznanych gwiazd jak Arena, Fish, Porcupine Tree, Colin Bass, czy Robert Plant i Jimmy Page. Abraxas podbił także serca zagranicznych słuchaczy. Nic więc dziwnego, że muzycy z zapałem zabrali się do nagrywania kolejnego albumu.
Ten, zatytułowany Centurie, ukazał się w 1998 roku. Został on wydany pod szyldem Metal Mind. Dlaczego? - Po prostu nasz menadżer skontaktował się z Dziubą (Tomasz Dziubiński - szef Metal Mindu - przyp. KB). Nie chcieliśmy drugiej płyty wydawać w Ars Mundi. To nie gwarantowało rozwoju - (Marcin Błaszczyk, Gazeta Łódzka). Centurie został przez słuchaczy Trójki wybrany płytą roku 1998. Nie ma w tym nic dziwnego. To cudowny album, choć, moim zdaniem, nie jest aż tak "magiczny" jak debiut... W tym samym czasie Szymon Brzeziński oraz Marcin Błaszczyk podjęli współpracę z Colinem Bassem przy jego solowej płycie. Następstwem tego była europejska trasa podsumowana płytą koncertową Colin Bass live at Polskie Radio 3.
Kolejny album ujrzał światło dzienne rok później, a nosił on bardzo zagadkowy tytuł 99. Co ciekawe, został on nagrany w nowym (a w zasadzie starym) składzie: Szymon Brzeziński (gitara), Marcin Błaszczyk (klawisze), Mikołaj Matyska (perkusja), Łukasz Święch (gitara akustyczna), Rafał Ratajczak (bas), Adam Łassa (wokal), który był niemal identyczny jak ten z 1992 roku. Można więc powiedzieć, że historia zatoczyła cykl... Wracając do 99 - była to płyta koncepcyjna - teksty obracały się wokół tematów życia, śmierci i reinkarnacji. Muzyka - jak zwykle - po prostu genialna. Album, podobnie jak poprzedni został wydany przez Metal Mind Productions. Dzięki tej wytwórni za granicą (w Polsce też były dostępne) ukazały się również anglojęzyczne wersje Centurie i 99.
24 grudnia 1999 stało się coś, co wywołało wstrząs wśród wielu fanów dobrej muzyki w naszym kraju. Wtedy to, w Wigilię Bożego Narodzenia, ze światem pożegnał się Tomasz Beksiński... Człowiek, dzięki któremu ogromna rzesza ludzi miała możliwość poznania ambitnej, mrocznej muzyki. Abraxas, Lacrimosa, Collage, The Sisters Of Mercy, Closterkeller, Deine Lakaien, Type O Negative, XIII Stoleti i dziesiątki innych... Już wcześniej próbował odebrać sobie życie. Bezskutecznie. Tym razem wszystko dokładnie zaplanował. Pożegnał się ze swoimi radiowymi słuchaczami. W swoim ostatnim felietonie na łamach "Tylko Rocka" przypomniał dlaczego warto było żyć. Na koniec stwierdził, że "Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać".
Lecz kiedyś po niebie popłyniesz na zawsze hen! Jak Święty z cudnego snu. Płyniesz tam, orszakiem do gwiazd.
("Dorian Gray", słowa - Adam Łassa)
Miesiąc później, 29 stycznia 2000 roku, w studiu imienia Agnieszki Osieckiej w Programie Trzecim Polskiego Radia, Abraxas zagrał koncert poświęcony jego pamięci. Został on zarejestrowany i wydany na płycie, Live In Memoriam.
Oto co dla "Teraz Rocka" na temat koncertu mówił Adam Łassa: To dziwne, ale w jego trakcie momentami mieliśmy wrażenie, że na scenie Beksiński jest razem z nami. Powaga i smutek niejako wpisane były w wymowę tego występu. O nastrój nie było trudno, bo ten kto zna naszą muzykę, wie, jak bardzo lubimy takie klimaty. Może właśnie za to Tomek nas cenił? (...) Chcielibyśmy, by pamięć o Tomku Beksińskim żyła razem z tą płytą. Niech to będzie nasz hołd dla człowieka, który swoją miłością do muzyki potrafił zarazić tak skutecznie, że dla wielu ludzi takich jak my, muzyka stała się sposobem na życie. Mam przyjaciół, którzy przechowują na taśmach Jego audycje i programy. Pewnie sam nie wiedział, jak wiele znaczył dla innych.
Podczas występu zespół wykonał kawałek dedykowany tragicznie zmarłemu przyjacielowi, Tomasz Fray Torquemada. Co ciekawe, został on skomponowany jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu i nigdy wcześniej nie pojawił się na żadnym wydawnictwie.
Adam Łassa mówił też: "powoli rodzi się też w nas potrzeba tworzenia materiału na kolejny album studyjny. (...) Pracy przed nami wystarczająco dużo, aby wypełnić najbliższe miesiące" (Tylko Rock). Jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. 17 listopada 2000 roku Abraxas zagrał ostatni koncert i przestał istnieć. Marcin Błaszczyk na stronie Svann pisze: Nie pytajcie dlaczego. Widocznie tak musiało być.
I w ten oto sposób doszedłem do projektu Svann. Pomimo, że Abraxas został rozwiązany, jego muzycy (bez Adama i Łukasza) nadal spotykali się w piwnicy domu rodziny Mikołaja i dalej tworzyli muzykę. Wkrótce pomyśleli o Anji Orthodox (która gościnnie zaśpiewała w jednym utworze na 99 oraz podczas koncertu w Trójce) i namówili ją do współpracy. W ten sposób powstał nowy zespół, który nazwany został Svann. Debiutancki album "Granica Czerni i Bieli", będący połączeniem stylistyki progresywnej i gotyckiej, został bardzo dobrze przyjęty wśród fanów rocka w całej Polsce. Szkoda tylko, że po jej wydaniu zespół tak mało koncertował...
Ostatnio nad nowym albumem w pocie czoła pracowali Adam Łassa, Łukasz Święch oraz Marcin Mak. Ukazał się on kilka dni temu pod szyldem Assal i Zenn...
Kamil Brzeziński
