Wednesday 13: afirmacja upadku
Joseph Poole, szerzej znany pod pseudonimem Wednesday 13, swoją może nie olśniewającą, lecz z pewnością ciekawą karierę muzyczną rozpoczął już jako szesnastolatek w rodzimej Karolinie Północnej. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych grywał na gitarze i śpiewał w kilku garażowych kapelach pod wiele mówiącymi nazwami, takimi jak Maniac Spider Trash, czy Psycho Opera, które jak to garażowe kapele rozpadały się, zmieniały członków, formowały na nowo i niewiele z tego wynikało, chociaż w 1994 roku Maniac Spider Trash wydali EP-kę, zatytułowaną Dumpster Mummies. Była to zapowiedź dość jednoznacznej drogi muzycznej, jaką obrał Poole.Dwa lata później muzyk założył horror-punkową kapelę Frankenstein Drag Queens From Planet 13, która specjalizowała się w katorżniczym tempie i tekstach inspirowanych filmami grozy, których Wednesday jest maniakalnym fanem. Chłopaki występowali na scenie w damskich strojach, przyozdobionych zakrwawionymi bandażami i w trupim makijażu, a piosenki pod tytułami, takimi, jak I was a Teenage Ghoulscout opowiadały o radosnych krwawych masakrach, czynionych w duchu amerykańskiej tradycji.
Przez 8 lat mniej lub bardziej ciągłego istnienia zespół wydał 5 albumów studyjnych, 6 singli i 2 tributy, w tym dla Alice’a Coopera. Wednesday 13 pozostał jedynym stałym członkiem składu. W 2006 roku wyszedł 5 płytowy Little Box of Horrors, zawierający wcześniejsze wydawnictwa i trudno dostępne kawałki Frankensteinów. W 2002 roku kariera 13 nabrała tempa za sprawą Joey’ego Jordisona ze Slipknot, który zaprosił go do swojej nowej kapeli Murderdolls. Wednesday z gitary basowej przeniósł się na wokal i stał się frontmanem zespołu, spychając Jordisona w cień. „Lalki” wydały dość głośną, zwłaszcza w Anglii, płytę Beyond The Valley of the Murderdolls oraz singiel, zawierający cover White Wedding Billy’ego Idola. Większość utworów na płycie była na nowo nagranymi kawałkami Frankensteinów, tyle że w mroczniejszym i bezdyskusyjnie bardziej profesjonalnym wykonaniu. Teksty Wednesday’a 13 obrały wściekły, eskapistyczny kierunek, poprzez humorystyczne nawiązania do horrorów wyrażając krytykę wobec nie tylko amerykańskiego, ale własnego stylu życia. 13 jako autor tekstów chętnie poruszał się po takich polach tematycznych jak nekrofilia, intoksykacja czymkolwiekbądź, niezdrowe relacje i przemoc wobec słabszych, silniejszych i siebie samego, nigdy jednak przy tym nie popadając w melodramatyczne tony i zawsze zachowując czarny humor i dystans, czego przykładem mogą być takie kawałki jak Dressed To Depress czy 197666. Na płycie znajdują się także zupełnie już wesołe i bezpretensjonalne utwory o miłości zmarłego bliźniego, jak np. Graverobbing U.S.A., a całość doskonale podsumowuje bonusowe I Love To Say Fuck, wcześniej nagrane już z Frankenstein Drag Queens. Piosenka opowiada o zamiłowaniu do używania popularnego słówka na „f” bez względu na okoliczności, i zdaje się być manifestem stylu życia i twórczości pana 13.
Murderdolls przetrwali jedynie 2 lata, podczas których jednak zdołali zyskać dość znaczną popularność, głównie dzięki sprytnemu zabiegowi z wystylizowaniem frontmana na Marilyna Mansona. Wednesday 13 z dwuznacznym makijażem i czarno-czerwonymi włosami zwrócił na siebie uwagę nastolatek oraz pragnących zaszufladkować go dziennikarzy muzycznych, którzy przesłuchawszy The Valley of The Murderdolls szybko zmieniali zdanie. Czy płyta się komuś podobała, czy nie, bezdyskusyjnie nie miała być naśladownictwem twórczości Mansona, wydanym w celu naciągania zdesperowanych fanów tegoż.Po powrocie Jordisona do Slipknot w 2004 roku 13, korzystając z fali popularności Murderdolls założył zupełnie autorski projekt Wednesday 13, który już następnego roku zaowocował płytą Transylvania 90210: Songs of Death, Dying, and the Dead. Pod względem lirycznym album jest kontynuacją kierunku obranego na Beyond The Valley of Murderdolls, jednak z wyraźnym zacięciem sentymentalno-refleksyjnym (Bullet Named Christ, czy Haunt Me). Muzycznie odbiega nieco od horror-punka w stronę klasycznego heavy metalu, czyniąc brzmienie bardziej przystępnym dla szerszej publiczności.

W 2006 Wednesday 13 wydają Fang Bang, określaną przez niektórych jako „country metal”. Płyta epatuje niszczycielską energią i amerykańskością potraktowaną z przymrużeniem oka i sprawia wrażenie bardziej pozytywnej od wszystkich poprzednich. Kawałki traktują głównie o imprezach przyprawiających o zanik kolejnych komórek mózgowych, chociaż Wednesday nie traci do końca swojego jadu, czego przykładem może być chociażby Burried With Children (dość zastanawiające jak na utwór szczęśliwego małżonka i głowy rodziny).
Niestety, w tym okresie problemy z alkoholem muzyka, których nigdy specjalnie nie ukrywał, przybierają na sile. 13 rozstaje się w nieprzyjemnej atmosferze z perkusistą, który podczas ostatniej trasy koncertowej towarzyszył Wednesday 13 - Racci’m Shay. Trzeci album Wednesday 13, który ukazał się wiosną 2008 roku, powstaje w efekcie nieustającego zamroczenia alkoholem.
Sam Wednesday przyznaje, że zamykał się na całe godziny w studiu, tworzył i pił do upadłego, a kiedy następnego dnia budził go kac, ze zdziwieniem odkrywał nowe kawałki. Nagrany tym sposobem Skeletons jest najbardziej osobistym albumem muzyka, przepełnionym przyprawiającym o zimne dreszcze, pogardliwym rozliczeniem z samym sobą (Skeletons, No Rabbit In The Hat, Dead Carolina). 13 nie oszczędza także fałszywych przyjaciół (With Friends Like These) i chorych relacji damsko-męskich (From Here To The Hearse). Ostatni dzień nagrywania albumu jest kulminacją złej passy 13, bowiem ulega on kontuzji barku podczas wypadku samochodowego, co na jakiś czas uniemożliwia mu grę na gitarze. Później muzyk decyduje się na odwyk alkoholowy domowej roboty, polegający po prostu na nie spożywaniu alkoholu.W międzyczasie ukazuje się także EP Bloodwork, której kawałki miały wejść na Skeletons, jednak Wednesday uznał, że ich beztroski charakter nie będzie pasował do całości albumu. Wychodzi także DVD z serią komediową Weirdo A Go-Go, wyjątkowo mało błyskotliwą jak na zdawałoby się ciętego humorystę.
Od 2005 roku 13 jest również zaangażowany w dwuosobowy projekt Bourbon Crow, którego dopełnieniem jest Rayen Belchere. Jest to kapela, którą sami zainteresowani klasyfikują jako „outlaw country” – nawiązuje m.in. do twórczości takiego artysty jak Johnny Cash – traktując muzykę country oczywiście z typowym dla Wednesday’a 13 dystansem. Pierwszy album pod mówiącym sam za siebie tytułem Highway To Hangovers występujący pod pseudonimami Buck Bourbon i Jessie Crow muzycy wydali w 2006 roku. Zawierał on melodyjne, podchodzące pod blues rocka piosenki, opowiadające głównie o radościach i smutkach, jakie płyną z butelki whisky (przykładowo świetne Drink ‘Till You Ain’t Ugly), jak również typowo karczemne przyśpiewki (I Wish I Cared) i kawałki z klasycznymi elementami westernowymi (Alcohol Express).
Po dwóch latach ukazało się kolejne wydawnictwo Bourbon Crow, Long Way To The Bottom, które jednak niepokojąco sugeruje utratę pośród życiowych zakrętów polotu Wednesday’a 13.
Pośród muzycznie zgrabnych, jednak lirycznie koślawych i naiwnych kawałków wyróżniają się jedynie trzy: Haulin’ Ass, Those Southerrn Times i Life of Crime. Także pierwsza europejska trasa Bourbonów została odwołana na rzecz tajemniczego projektu Gunfire 76, o którym na razie wiadomo tylko tyle, że można już dostać koszulki z wizerunkiem zespołu, a sam 13 drastycznie zmienił image z kowboja-nekrofila na coś w kierunku młodzieżowym, pomiędzy emo a cock rockiem. Jednocześnie w Internecie krążą wesołe relacje z amerykańskiej trasy Burbon Crow, w których sami Wednesday i Rayen Belechere chętnie chwalą się swoimi przygodami alkoholowi, co sugerowałoby, że odwyk niewiele dał wokaliście. Pozostaje jedynie żywić nadzieję, że 13 w porę się ogarnie i uraczy fanów błyskotliwym wydawnictwem Gunfire 76, które nie będzie zaskakiwać jedynie nową fryzurą muzyka.
Aleksandra Molak
